Trójkowy Top Wszech Czasów i LP3

Dziś (tj. jak to piszę – 1 stycznia 2017) w radiowej Trójce jest kolejny, 23 już Top Wszech Czasów. Staram się co roku słuchać, chociaż różnie z tym bywało na przestrzeni lat, podobnie staram się głosować – teraz prosto, bo przez Internet. Zebrało mi się troszkę na wspominki jak to kiedyś było, w dawnych czasach (dla mnie) przedinternetowych i przedkomputerowych…

W ogóle bardzo długo regularnie spisywałem notowania zarówno LP3 jak i Top-y do zeszycików (początkowo na karteczkach). Początki były trudne, bo nie byłem wyćwiczony w wyłapywaniu nazw, na najstarszych notatkach nie brakuje dość kompromitujących błędów 🙂 Ale trzymam to wszystko, szkoda mi się rozstać z tymi zeszytami.

Kiedyś sprawdziłem sobie jak to było z tym spisywaniem, najstarsze notatki mam chyba z 708 notowania z 25 sierpnia 1995 roku, ale cały czas mam wrażenie, że gdzieś powinienem mieć 704. Tak to już jest z karteczkami, pogubiłem pewnie. Od notowania 766 przerzuciłem się do pierwszego zeszytu. Słuchałem jednak listy na pewno wcześniej niż zacząłem spisywać – w końcu przecież nie wpadłbym na spisywanie słuchając z marszu po raz pierwszy 😉 Szukałem śladów tego słuchania na kasetach magnetofonowych, ale tak stare nie przetrwały (choć nadal mam ich ze 150), pierwsze nagrania mam gdzieś z przełomu 1995 i 1996 (widzę na pewno nagrania z podsumowania 1995 na LP3, jest też Tears for Fears – Raoul and the Kings of Spain w całości, który w takiej formie mogłem nagrać wyłącznie z notowań 723, 724 lub 725, bo tylko w tych trzech był w pierwszej trzydziestce – grudzień 1995).

Ale na pewno słuchałem, bo właśnie z LP3 poznałem np. Simple Minds – Hypnotised, który na LP3 był między 691, a 700 notowaniem. Pamięta to ktoś?

Spisywałem listę jakieś 10 lat, ostatnie notowanie w całości spisane mam 1199 lub 1200, znów na karteczkach, bo w końcowej fazie zmiany w życiu spowodowały, że już nie mogłem w każdy piątek zawsze wiernie czekać przy radioodbiorniku. Pamiętam, że jeszcze długi czas łudziłem się, że jakoś to wyprostuję i znów co piątek będę zasiadał przy radyjku z zeszytem. Nie udało się do dziś, LP3 słucham już nieregularnie, jeśli tylko znajduję czas, a z tym u mnie zawsze krucho… Tęsknię za tym, ale wszystko się pozmieniało i tak, muzyka jest inna, u mnie też wszystko inaczej…

Dużo też nagrywałem, z tych 150 kaset duża część to były czyste „dziewiećdziesiątki”, praktycznie wszystkie nagrane na jednym i tym samym radiomagnetofonie marki Sherion, którego zresztą też mam, wymaga nieco naprawy, ale pewnie do ogarnięcia… kiedyś… wszystko zostawiam na kiedyś. Kiedyś umrę i to tak dalej będzie czekać na moje kiedyś… Radiomagnetofon zajechałem do cna przez lata, ale to był bardzo ważny sprzęt. Jednak gdy wyjeżdżałem, nie zabrałem go ze sobą, z jednej strony był „zmęczony”, a z drugiej – miałem z nim tyle wspomnień, że myślałem, że będzie bezpieczniejszy w rodzinnym domu…

Teraz te 150 kaset, może więcej, zagraca mi mieszkanie, przenoszę je przy każdej przeprowadzce, ale nie potrafię ich wyrzucić. W muzyce mam schowane wszystkie najszczęśliwsze chwile młodzieńczego życia. Jest tam nie tylko sama muzyka, ale czasem archiwalne jingle albo urywki wejść prezenterskich – gdyby to jeszcze była sama muzyka, to może byłoby lżej, bo w końcu wszystko można teraz kupić, ściągnąć… Planowałem to zdigitalizować, ale przegranie na komputer takiej ilości kaset, przeważnie 90 (bo bardziej się opłacało kupować niż 60 😛 ) to robota na długi czas…

Wracając do LP3 – dziś w związku z Topem Wszech Czasów przypomniało mi się jakie to było dla mnie muzyczne święto w latach .90. Zawsze w szczególnej atmosferze, bo to już było zaraz przed świętami (wtedy jeszcze w połowie grudnia), podniosły czas. Zwykle też był już śnieg, bo wtedy były jeszcze zimy, a nie to, co mamy teraz. W takiej aurze, gdy biało na zewnątrz, w sercu radość ze zbliżających się świąt, poznawałem dzięki Topowi podstawy muzyki – kanon, który znać po prostu trzeba. Wiele z tego jest teraz dla mnie szalenie ważne, jak np. Queen – These Are The Days Of Our Lives

Nie pamiętam już jak to było – czy Marek prowadził całość? Od paru lat prowadzenie jest dzielone pomiędzy kilkoma prezenterami. Tak mi się zapamiętało – w sumie nie jest to niewykonalne zrobić taki długi dyżur, ja tak czasami pracuję 😉

Aktualizacja: dokopałem się do informacji, że pamięć mnie nie myliła i Topy aż do 2004 roku prowadził sam Marek Niedźwiecki, ale prezentowana była tylko pierwsza 50, nie wszystko w całości.

Ciekawe jest to, że np. King Crimson – Epitaph w zasadzie w ciągu roku w ogóle nie można usłyszeć, ale jednak mimo wszystko słuchacze cały czas o tym utworze, i o wielu innych, pamiętają. Dość magiczne.

Podejrzewam, że pierwszy mój Top Wszech Czasów to był jednak ten z 1996 roku, raczej w 1995 się w to jeszcze nie wkręciłem, skupiałem się na LP3. Wniosek z tego, że mija 20 lat. No i tak się wszystko pozmieniało… To był impuls do wpisu – 20 lat temu nie doceniałem tej atmosfery, magii i bezpieczeństwa. Był dom rodzinny, bliscy, może biednie ale stabilnie, a problemy w innej skali. 20 lat później została mi z tego już tylko muzyka. Buduję nowe rzeczy, ale jestem na takim etapie, że starych już nie ma, nowe jeszcze nie powstały. Brakuje jakiejś przystani i pewności co będzie dalej.

Mimo tego jako że zaczynamy 2017, to wszystkiego najlepszego dla każdej zbłąkanej duszyczki, która tu zajrzy 😉 Oby jednak jakoś to się wszystko poukładało, choć nigdy nie będzie tak jak było kiedyś. Pewne rzeczy zmieniają się bezpowrotnie.

PS: Długo nic nie wstawiałem, ale mam kilka niedokończonych wpisów, może w wolnej chwili dopracuję je i wypuszczę. Nadal tu zaglądam i jestem obecny, tylko po prostu czasu mało 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *