Zdwojona siła rażenia (nie)przyjaciela

Po wrogu można spodziewać się wszystkiego. Teoretycznie każdy chwyt jest dozwolony, każdy może zostać zastosowany, więc nie jest specjalnym szokiem, gdy się go otrzyma. Ot myśli się „mogłem się tego po nim spodziewać”, przyjmuje się na klatę i idzie dalej. Gorsze są ciosy ze strony, z której się ich nie spodziewa, od osób wydających się naszymi przyjaciółmi. Taki atak boli podwójnie, bo nigdy nie jest się gotowym na niego.

Osoba, za którą dałbyś sobie rękę uciąć z uśmiechem na ustach wbija Ci sztylet w serce i jeszcze obraca. I teraz zaczynasz się zastanawiać: czy to mógł być przypadek? Może się wypsnęło? Może język powiedział szybciej niż głowa pomyślała. Próbujesz bronić sprawcę w myślach. Analizujesz sytuację milion razy, zaczynasz wątpić. Już nie wiesz co jest prawdą, a co nie. Co jest na tak, a co na nie. Kto jest po Twojej stronie, a kto nie? Na kogo możesz liczyć, a na kogo nie?

Jeśli to był pierwszy i jedyny raz – zwykle z czasem rana się zagaja, zapominasz, albo przynajmniej próbujesz. Gorzej, gdy to się powtórzy raz drugi, trzeci, piąty. Ile można wybaczać, zapominać, tłumaczyć w myślach? Granica między rozsądkiem, a naiwnością jest cienka i nieuchwytna, chyba tylko osoba stojąca całkiem z boku może ją wyczuć.

Po którymś razie wreszcie już wiesz, że jesteś naiwny jak trzyletnie dziecko. I wtedy dzieje się coś dziwnego, bo mimo, że logika nakazuje odejść, zostawić to wszystko. Mimo, że wiesz, że będą kolejne razy gdy zawiedziesz się i sztylet znowu przebije serducho wcześniej czy później – nie potrafisz odejść. Jesteś jak pies mający właściciela o złym sercu. Choć Cię katuje – nie potrafisz uciec, przywiązałeś się za bardzo. Zakatuje Cię na śmierć, a Ty do samego końca będziesz patrzeć na niego proszącym wzrokiem ze łzami w oczach, by przestał.

Śmierć w takim przypadku może być dosłowna, a może i nie. Jest ryzyko, że staniesz się tacy jak oni. Umrzesz mentalnie. Nikomu już nie będziesz ufać, uodpornisz się na ciosy, ale staniesz się jak oni i będziesz niszczyć życie innym. I wiecie co? To jest gorsze. Lepiej być martwym ale z czystym sumieniem, niż żywym egoistycznym dnem moralnym.

Jest tu także haczyk: nigdy nie wiesz po której stronie jesteś. Czy jesteś krzywdzonym, czy krzywdzącym? A może nikim? Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Twoje „ja” nie ma za dużych wymagań. Może sam sobie strzelasz samobója? Nic nie jest jednoznaczne, nic tylko czarne i białe. Nikt nie ma monopolu na rację, nie ma jedynie słusznej prawdy. Nasze doznania mogą się różnić i warto spojrzeć na sprawę ze strony drugiej osoby, spróbować wejść w jej skórę i przemyśleć jak ona może się poczuć.

Gdzie jestem ja w tym wszystkim? Ano zagubiłem się. Z jednej strony czuję, że mi przykro, z drugiej obawiam się, że nie mam ku temu podstaw. A może to ja jestem tym złym? Czas przepraszać? Tylko czy moje przepraszam znaczy jeszcze cokolwiek? Gdyby wszystko było czarne i białe, byłoby łatwiej.

Jedno przemyślenie na temat “Zdwojona siła rażenia (nie)przyjaciela

  1. Egoistyczne dno moralne jest nie do przyjęcia, a prawdziwy przyjaciel nie krzywdzi. Olej krzywdzących, szkoda na nich uwagi, poszukaj nowych, którzy nie wzbudzą dylematu doszukiwania się złości w sobie. Czy jesteśmy źli? Każdy z nas ma podobno predyspozycje do dewiacji w jakiejś dziedzinie, ale nie każdy z nas dewiantem się staje 😉 Poza tym źli ludzie nie analizują swojej złości – oni ją stale namnażają 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *