Złuda wspaniałości wielkiego miasta

O ja naiwny! Pochodzę z mniejszej miejscowości, jeszcze nie dziury, ale i nie metropolii. Mniejszego miasteczka, bez specjalnych perspektyw, w którym znałem 99% uliczek i zakamarków. Jak byłem malutki, to zawsze fascynowały mniej wycieczki do wielkich miast, miast wojewódzkich, metropolii. To był taki szok – wszędzie wokół pełno ludzi, fast foody, stacje benzynowe, centra handlowe, wieżowce, ogromne zakłady, kominy (muszę tu wyjaśnić, że od małego ciągnie mnie do industrialu, nie wiem czemu – jakieś takie zboczenie, przemysł, zakłady produkcyjne, kolej, komunikacja itp…). Wszystko takie duże, rozbudowane, nowoczesne…

Teraz mieszkam w dużym mieście i widzę, że dałem się oszukać. Widziałem tylko to, co chciałem zobaczyć, a moje oczy nie dostrzegały oczywistych wad. Jest owszem więcej ludzi, wszyscy bardziej od siebie odizolowani. Siedzisz przykładowo w wielkim centrum handlowym. Ludzi mnóstwo. Wszyscy mają Cię dokładnie tam, gdzie światło nie dochodzi, nawet nie spojrzą. Zrobisz coś, by ich uwagę skupić, choćby krzykniesz – pomyślą „idiota”, przyjdzie ochrona i Cię wywali na zbity pysk. Dostałbyś zawału – będą stać i się patrzyć, albo przejdą obojętnie. W porywie wśród tych zobojętnionych są i tacy, co Cię nienawidzą. Przyjaciele? Gdzieś się pochowali – jest ich za mało wśród zbyt dużej grupy obcych/nieprzyjaciół. I jesteś sam – wśród tysiąca ludzi sam jak palec. Buzi nie ma do kogo otworzyć. Do obcego nie ma sensu, bo ma Cię gdzieś, do przyjaciela nie wypada, bo ma swoich problemów i spraw mnóstwo, żeby Ciebie słuchać, zresztą nie wszystko i nie każdemu warto mówić.

Kiedyś duże miasto wydawało się takie bogate, pełne wszystkiego, a tu się okazało, że jest wielka pustka. Fast foodów ma się dość, w wieżowcu strach się ruszyć, bo sąsiedzi usłyszą i Cię spacyfikują, industrialu nie chce się oglądać bo ileż można, a do tego wszechobecny tłok, korki, spaliny, syf. Odechciewa się wychodzić gdziekolwiek, ani robić cokolwiek. I teraz nie wiem, czy dałem się złapać w myśl zasady „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, czy też może jednak faktycznie w mniejszym mieście jakoś potrafiłem się lepiej zorganizować i bardziej zainteresować każdą drobnicą. Gdy wracam w rodzinne strony, choć już w zasadzie nie mam po co, to zawsze coś mnie ciekawi. A to zajrzę w jedno miejsce, czy jakiś sklep jeszcze istnieje, czy miejsce, które kiedyś odwiedzałem nadal ma się dobrze, czy coś się zmieniło, zrobili nowe rondo, dali sygnalizację świetlną gdzieś, wybudowali market, remontują szkołę, zamknęli moją ulubioną pijalnię piwa itp.

Po prostu nie wiem co jest ze mną, to jakaś głupota. Po co ja się dałem wmanewrować w metropolię? To już ponad 5 zmarnowanych lat. Uciekłem w pogoni za lepszym życiem, ale nie ma lepszego życia, życie jest zawsze takie samo. Jak papier toaletowy. Szare, nudne i wiadomo do czego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.