Euro-przester

Spotkanie Czechy – Polska zakończone, przegrane, Reprezentacja Polski z grupy nie wychodzi. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej: uffff… Wadą Polaków jest nieustanne przesadzanie we wszystkim. Ilość Euro w mediach, sklepach, na ulicach po prostu przechodziła ludzkie pojęcie. Kulminacja była dzisiaj i wynik meczu sprowadził na ziemię marzycieli. Od ponad tygodnia nie dało się uniknąć tematu Euro, Euro mam nawet w lodówce, bo przecież producenci żywności nie mogli pozostać obojętni. Koniec przygody Reprezentacji z turniejem nieco opanuje sytuację, bo część „niedzielnych kibiców” sobie odpuści.

Jeszcze może na finał będzie jakieś większe ciśnienie, ale generalnie sytuacja się uspokoi, nie licząc rzecz jasna komentarzy na temat występu Reprezentacji. Teraz w mediach zaroi się od „specjalistów” wszelkiej maści, którzy będą wiedzieć wszystko lepiej i dzięki nim bez wątpienia poznamy odpowiedź dlaczego stało się jak się stało… To kolejna wada Polaków – znamy się wszyscy na wszystkim, rzecz jasna lepiej od tych, którzy coś robią. To było równie męczące przy Kubicy w F1 – ilu domorosłych speców od F1 mamy w kraju, to bym się nawet nie spodziewał. Powinniśmy być potęgą F1, jakoś nie jesteśmy, no dziwne…

Byleby do końca Euro i życie wróci na zwykłe tory. Bo teraz nic nie idzie normalnie, w radiu od Euro nie da się odgonić, w necie wszędzie Euro, na portalach informacyjnych trzeba się najpierw przekopać przez Euro, żeby cokolwiek znaleźć na inne tematy, na serwisach z humorystycznymi obrazkami 90% jest o Euro. To jest właśnie ten przester. Nie potrafimy normalnie podejść do wydarzeń, tylko trzeba się ekscytować, niemal robiąc pod siebie z ekstazy… A żeby było chociaż czym? Sukcesami Radwańskiej, czy siatkarzy już się tak nie podniecamy, a zaledwie szansa wyjścia z grupy (i to rzutem na taśmę) w przypadku piłki nożnej to po prostu szok.

Piłkoszał jest męczący – co za dużo, to nie zdrowo. Jako nie-fan piłki nożnej czuję się po prostu zgwałcony tym Euro, przemocą ze wszystkich stron jestem atakowany Euro. Nawet teraz w sobotę, po północy jest, na osiedlu podchmielona ekipa „kibiców” (w praktyce to raczej osoby szukające okazji do nawalenia się) się nie przymyka. Darcie mordy na całego. Noc ciepła, będzie trzeba to jakoś przetrzymać… No i dalsze pół miesiąca, do 1 lipca jeszcze trochę zostało. Ale bez Reprezentacji Polski w turnieju zarówno grupa „kibiców” (której wiedza kończy się na fakcie, że trzeba tym okrągłym trafić w to prostokątne) jak i „specjalistów” się przerzedzi, nie będzie też takich powodów do imprezowania – jakby nasi przeszli do ćwierćfinałów, to by był kibicowski Euro-armagedon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *