Dobro i zło Internetu w służbie muzyki

Uwielbiam moment, gdy przeszukując YouTube wpadam nagle na nagranie, którego nie słyszałem od lat i totalnie o nim zapomniałem. Startują pierwsze dźwięki, a ja mam gęsią skórkę i przeżywam taki szok: wow! Jakieś 10 lat temu, gdy prędkość Internetu nie pozwalała na zbyt wiele, a już zdecydowanie nie ma strumieniowanie wideo w życiu bym nie podejrzewał, że to sieć stanie się w przyszłości jednym z lepszych sposobów na kontakt z artystami.

W zasadzie miałem napisać o The Stranglers i radości z jaką przyjąłem pojawienie się ich oficjalnego VEVO na YouTube w marcu, ale temat mi się w międzyczasie poszerzył (trochę czasu od marca minęło). Zacznę jednak od początku…

Jakoś jeszcze w ubiegłym roku pożaliłem się przedstawicielowi jednego z kanałów muzycznych, że wbrew pozorom nie wszystko jest dostępne, nie wszystkie teledyski można znaleźć w sieci, nie wszystkie są osiągalne do kupienia. Chodziło mi o The Stranglers – „No Mercy” z Albumu „Aural Sculpture”. Widziałem ten teledysk kilkakrotnie na kanale VH1 Classic, ale w sieci próżno było go szukać. Po akcji zakrojonej na szeroką skalę ostatecznie namierzyłem go na portalu mtv.pl, ale z rozczarowującą jakością.

Okazało się jednak, że rynek nie znosi próżni i wreszcie na YouTube pokazał się oficjalny profil z teledyskami The Stranglers i zamieszczono tam „No Mercy”. Dostęp do VH1 Classic mają nieliczni, a na ogólnodostępnych kanałach muzycznych w Polsce szanse na ten teledysk są zerowe, podobnie zresztą jak emisja w 99% polskich stacji radiowych (może Jedynka albo Trójka by to zagrały, o ile ktoś na to wpadnie, bo muzyki godnej prezentowania nie brakuje, wszystkiego wyemitować nie można, nie da się). I tak oto osoby, które być może nigdy nie miałyby okazji zobaczyć tego klipu – teraz mają. Może ktoś go obejrzy i spodoba mu się on na tyle, że rozważy odszukanie i nabycie krążka? Po co są w ogóle kręcone teledyski? Wydaje mi się, że w celu promocji artysty. Brak ich dostępności trudno nazwać promocją. Zarówno wytwórniom jak i artystom powinno w zasadzie zależeć na jak najszerszym dostępie do klipów, bo są to w jakimś sensie reklamy.


Wspomniany klip z oficjalnego kanału The Stranglers, jest tam jeszcze 8 innych nagrań do zobaczenia

W dobie totalnej degrengolady w mediach moim zdaniem tylko Internet daje szansę na dotarcie „nie komercyjnego” artysty do widza. Po prostu nie ma szans na przebicie się do kanału muzycznego z klipem, za którym nie stoi gigantyczna machina promocyjna, albo klipem „nie nowym”. Pamiętam, że jeszcze w latach .90 na niemieckiej Vivie (polskiej wtedy nawet nie było) znajdowało się miejsce w normalnej playliście zarówno na nowości w stylu (wtedy) Take That, czy na starsze rzeczy jak Diana Ross, Michael Jackson, Bruce Springsteen. Mam dowody na starych taśmach VHS. Sytuacja załamała się chyba w okolicach millenium. Może to wina nacisku ze strony wytwórni na maksymalizację zysku, a co za tym idzie na promowanie tego, co daje szansę na jak największą sprzedaż? A może to wina coraz powszechniejszego dostępu do sprzętu wideo, co pozwoliło nagrywać coraz więcej teledysków, w efekcie uniemożliwiając granie wszystkiego? Albo może to same kanały muzyczne szukały sposobu na zwiększenie zysku, więc decydowały się na granie tego, co podoba się większości, rezygnując z klipów potencjalnie mniej popularnych? A może to wszystko po trochu? Zaczęło się playlistowanie, dostosowywanie programu do gustu widzów, zamiast próby jego kształtowania. Ale czy to nie ślepa uliczka? Pamięta ktoś choćby przebój lata sprzed powiedzmy 5 lat? Bez szukania w Google się nie obejdzie, a tymczasem „Let it be” od The Beatles mimo ponad 40 lat od premiery zostało zapomniane? Za kolejne 40 lat nie będziemy mieli co wspominać z tego, co promuje się obecnie…

No dobra, ale za bardzo schodzę z tematu. Następna historia przypomnienia dzięki YouTube. Kręcę się po serwisie wybierając teledyski jako muzyczne tło, bo coś w tym czasie robiłem. Zwykle bawię się tak, że wpisuję świadomie coś, co akurat mi się przypomni i po odegraniu patrzę na prawo (poniżej treści reklamowanych :> ) na to co podobnego serwis mi poleca. Czasami można z tego wejść w całkiem długą playlistę, przeskakując między teledyskami. Wpisałem coś, nie pamiętam już co i w propozycjach wyskoczyła mi… Suzanne Vega. To jest taki pierwszy moment olśnienia – znam ją i kiedyś słyszałem coś mniej znanego od niej, ale tak na teraz pamiętam tylko „Luka”. Akurat „Luka” wydaje mi się zbyt ograne do słuchania, więc wrzucam w wyszukiwarkę samą Suzanne Vega. Ku mojej radości ma oficjalny profil i tylko rzut okiem na tytuły i lokalizuję „Blood Makes Noise”, a zaraz po tym przypominam sobie o „World Before Columbus” (do tego klipu nie było, ale nagrałem kiedyś na kasetę z radia). Gdyby nie YouTube o Suzanne Vega bym sobie nie przypomniał zbyt łatwo, a tak po nitce do kłębka odnalazłem ją i wydaje mi się, że czas zacząć poszukiwania krążka „Nine Objects of Desire” (jako że „World Before Columbus”, który Suzanne napisała dla swojej córki, to piękny utwór; Allegro mi podpowiada, że znalezienie płyty nie będzie zbyt dużym problemem 😀 )


Wspomniany „Blood Makes Noise”…


… i „World Before Columbus”, bez teledysku i bez oficjalnego źródła, do tego jeszcze nawiążę

No i przypadek trzeci – kręcąc się po playliście z polskimi wykonawcami w propozycjach pojawił się nieistniejący już zespół Firebirds.


Nagranie „Kolory (żółty)”, mam po dziś dzień nagrane z radia na kasecie

Ponownie Internet okazuje się pomocnym miejscem, bo wystarcza moment poszukiwań i okazuje się, że wokalistka Firebirds, Joanna Prykowska, nadal jest aktywna i dosłownie dwa miesiące temu wraz z zespołem pod nazwą Joanna & The Forests wydała płytę „Jaśniebajka”, a do nagrania tytułowego jest klip. I teraz ktoś mi powie, czy słyszał o tym w radiu? Czy widział klip w TV? W ogóle byłaby szansa się o tym dowiedzieć z mediów?


Klip „Jaśniebajka” grupy Joanna & The Forests

Oczywiście byłbym idiotą, gdybym uznał, że Internet jest tak wspaniałym miejscem promocji dla artystów, że dzięki temu wszyscy mogą zarobić na swoim dziele. Tu właśnie pojawia się dylemat moralny – chciałbym, aby za wszystko, co posłucham artysta otrzymywał wynagrodzenie. O ile z kanałów oficjalnych jest jeszcze jakaś szansa, że wytwórnie trzymające nad tym pieczę jakoś się rozliczają (a przynajmniej tak być powinno), o tyle już ze wstawek użytkowników nie. Aby być uczciwym wypada kupić płytę lub iść na koncert o ile to jeszcze jest możliwe. Powszechność Internetu powoduje, że z jednej strony mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, z drugiej – artysta musi przecież z czegoś żyć, pozytywnych komentarzy z YouTube do garnka sobie nie wsadzi, ani nie zapłaci nimi czynszu za mieszkanie. YouTube może być zarówno wybawieniem i machiną promocyjną jak i przekleństwem. Teoretycznie jest możliwość ochrony swojej twórczości poprzez zgłaszanie naruszeń, ale wydaje się, że wytwórnie stają tylko w obronie tego, na czym na bieżąco dużo zarabiają i dystrybucja w sieci może ich mocno dotknąć. Nie wiadomo w efekcie, czy przykładowo na obecność Suzanne Vega „World Before Columbus” jest przyzwolenie wytwórni, czy nie miał się tym kto zaopiekować. Czy jest to jeszcze promocja, czy już jestem złodziejem?

Ale to nie jedyny dylemat branży muzycznej. Już kiedyś wspominałem o opłatach związanych z prowadzeniem internetowego radia muzycznego. Jeśli chcemy to robić legalnie, to należy podpisać umowy z ZAIKS-em i STOART-em, a następnie co miesiąc dostarczać im listy wyemitowanych nagrań oraz uiszczać opłatę zależną od maksymalnej ilości słuchaczy, która radia może słuchać (nie ważne, czy ktoś go w ogóle słuchał, co już jest samo w sobie paranoją, bo nawet jeśli słucha Cię jedna osoba, płacisz za sam fakt, że może słuchać 200, nawet jeśli nigdy tyle nie będzie). No i teraz przykro mi bardzo, ale mam przekonanie niemal graniczące z pewnością, że jeśli zagram jakieś totalnie egzotyczne nagranie to pieniądze, które wpłaciłem do tego artysty nie trafią. Po prostu trudno mi uwierzyć, że instytucje zadadzą sobie trud, aby odszukać artystę przykładowo już nie publikującego nagrań. Gdzie zatem trafią moje pieniądze? Jeśli płacę załóżmy za Firebirds, to chcę, żeby to, co wpłacę trafiło do autorów tekstów i muzyki, a nie zostało podzielone wg własnego uznania wśród ogółu innych artystów lub zasiliło kasę tych instytucji.

Natomiast z innych Internetowych wad, już nie tak skomplikowanej natury: niestety trzeba pamiętać, że jakość klipów w sieci dość często nie powala, niekiedy więdną uszy, gdy się słucha jakiejś marnej kopii po 10 konwersji. Gorzej, jeśli to jedyna dostępna wersja. Podpowiedź: poszukajcie przykładowo klipu Bajm do utworu „Jezioro szczęścia” z 1988 roku – jest dostępny i z jednej strony trzeba być wdzięcznym, że w ogóle ktoś go wstawił, ale z drugiej ta jakość… Albo jest też dla przykładu klip duetu Krzysiek i Rysiek z 1984 roku – „Pro Test Song”. Widać, że nagrane z TV Polonii, co oznacza, że TVP ma ten klip w archiwach. Ma i nie gra, wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że ta emisja była ostatnią i od tego czasu TVP już nigdy nigdzie tego nie zagrała, może nawet z 15 lat. W zasadzie wypada więc „podziękować” TVP, bo w archiwach mają dużo muzyki, prezentują z tego tyle co nic. W latach .90 był projekt kanału Tylko Muzyka, porzucony i w mojej opinii był to wielki błąd, choć w sumie projekt padł nie bezpośrednio z winy TVP, a głównie z powodu ówczesnych uregulowań prawnych.

Wracając do jakości: obserwuję też, że niektóre teledyski z oficjalnych kanałów są (celowo?) „uszkadzane” (momentami obraz nie jest płynny), najczęściej trafiałem takie przypadki na publikacjach od EMI Music (m.in. teledyski grupy Hole).

No i na koniec: przykro czyta się czasami komentarze pod teledyskami. Anonimowość powoduje, że niektórym podczas pisania wyłącza się mózg. Konstruktywna krytyka to fajna sprawa, ale taką jakoś rzadko się spotyka, częściej (delikatnie mówiąc) jednozdaniowe określenie swojego negatywnego stosunku do nagrania bez poparcia swojej opinii jakimkolwiek sensownym zarzutem.

Jedno przemyślenie na temat “Dobro i zło Internetu w służbie muzyki

  1. Dzień dobry:) Co do obecnej twórczości Pani Joanny Prykowskiej to jednak było o tym trochę w mediach. Jakiś czas temu na antenie radiowej Trójki lub RDC (nie pamiętam już:/ ) była dość sporo o projekcie Joanna & The Forests i zapowiedź ich płyty. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *