Posmutłem (odc. 2: „Bardziej”)

Dziś w nieco przypadkowy sposób zlokalizowałem jeden z powodów dla którego byłem, jestem i będę sam. Dotychczas jakoś mi to ulatywało, ale nastąpiło olśnienie i już mam. Dopisuję do długiej listy powodów dlaczego jest tak jak jest a nie inaczej. A było tak…

Siedzimy sobie w kilka osób w firmie, trwa dyskusja. Nie zwracam zbytnio na to uwagi, coś tam słucham, ponieważ na poruszanym temacie się nie znam, to się nie angażuję. Mowa była o motoryzacji. Nagle buch – trafił mnie piorun oświecenia: ja nie mam w zasadzie o czym interesującym gadać z ludźmi. Mowa była o motoryzacji o czym bladego pojęcia nie mam. Nie wiem jakie samochody są fajne, jakie topowe, jakie palą mało, a jakie dużo, jakie są wygodne. Nic.

Jeśli dyskusja zeskoczyłaby na tematy sportu – to samo. Sportu nie oglądam i się nim nie interesuje, lata świetlne temu oglądałem skoki, jeszcze w czasach „przedmałyszowych”, ale to tak dla zabawy. Piłki nożnej nie oglądam, dziś gra Legia chyba (wiem, bo wszyscy wokół o tym gadają), ale zamierzam się tym interesować. Nie kręci mnie to. Niby nie mam też nic przeciw, ale oglądanie sportu nie jest moją pasją i w efekcie oglądając czuję jakbym tracił czas. Nic także nie uprawiam (nie licząc biegów na trasie dom-autobus-firma-autobus-dom 😉 ), więc o wspinaczce, nartach czy snowboardzie też nie błysnę żadną złotą myślą.

To samo, gdy rozmowa przeskoczy na filmy, czy seriale. Dr House nie oglądam, CSI też ani nic innego, żadnych Lostów, itp. itd. Też mnie to nie kręci. Jak zacznę oglądać, to się łatwo wciągam i nawet może mnie Moda na Sukces wkręcić, ale jak przy sporcie – to nie pasjonuje mnie i nie czuję, żeby mnie do oglądania ciągnęło, zresztą nawet nie mam TV w domu, a na monitorze bym się męczył.

Motoryzacja, sport, film, książki – odpada. W zasadzie jakiekolwiek pojęcie mam o pracy, ale co to za rozmowa o robocie i niewielkie o muzyce. Dla przeciętnego rozmówcy jestem nieatrakcyjny, bo na lotne tematy nie pogadam, nie znam się. To pogłębia alienację, bo wszyscy o czymś gadają, a ja nie mam o czym, nie mam czym kogokolwiek zainteresować. Jak pomyślałem przez moment, to właściwie jeśli już się odzywam, to ciągle tak samo o tym samym.

Nudziarz ze mnie i bezideowiec pozbawiony pasji życiowych. To w połączeniu z resztą cech gwarantuje, że na odmianę losu nie mam co liczyć. Fajnie…

3 przemyślenia na temat “Posmutłem (odc. 2: „Bardziej”)

  1. No ja Cię proszę… dość smędzenia… Wcale nie jest tak źle, gdybyś był nudziarzem, to tak nie czekalibyśmy, aż wyskrobiesz coś na blogu! Wszystko ma swoją porę, miłość przychodzi nieoczekiwanie… a do tego Walentynki są przereklamowane i mogą okazać się do bani nawet nie będąc samotnym 😉

  2. Ostatnio niestety jak już coś wyskrobię, to właśnie smędzenie – monotematyczny się robię, na szczęście mam plan na wpis muzyczny, tylko muszę zebrać myśli (Cocteau Twins, Enya, Tori Amos, czyli o anielskich głosach zaklętych w muzyce tu na ziemi). Dzięki za dobre słowo! 🙂

    To, o czym wspominasz na końcu to też jest temat na osobny wpis, może kiedyś coś spłodzę o tym. Jako człowiek nie będący w związku i nie mający w tym zakresie doświadczenia mogę mieć nieco zbyt wyidealizowany obraz relacji międzyludzkich w takim związku partnerskim. Dodatkowo wiadomo, że zgrać się w 100% dwójka ludzi nie da rady, zawsze znajdzie się choćby drobnostka, która może się u partnera nam nie podobać. Dlatego raz na czas zgrzyt może się zdarzyć między dwójką ludzi i jest to jeszcze całkiem naturalne, byleby rozmawiać ze sobą i wyjaśniać wszelkie nieporozumienia, a nie magazynować w sobie.

    Nie wiem jak to wygląda w praktyce, ale ja jako ja, jeśli los zesłałby mi kogoś, to stawałbym na głowie, aby druga połówka, decydując się na mnie, nigdy nie poczuła się do bani w związku. Może to kwestia wychowania, albo jestem po prostu „cipciok” 😉 Czasami się widzi, albo usłyszy od kogoś, że znajomy znajomego powiedział coś głupiego/przykrego swojej dziewczynie, albo że nie ma inicjatywy lub nie chce czegoś dla swojej partnerki zrobić. Broń Boże, żebym oceniał – nie jestem godzien, nie znam sytuacji, nie moja sprawa. Jednocześnie włącza mi się coś w umyśle, że ja bym do tego nie dopuścił – jeśli się tylko da, gwiazdkę z nieba, bo wśród tysięcy facetów ona wybrała mnie i jest ze mną. Jeśli coś zwalę – na kolana i przepraszam, zresztą mam wbudowane wyczucie sytuacji i dość szybko jestem w stanie się zorientować, że robię źle i czas się zamknąć, a następnie prosić o wybaczenie.

    Dziewczyny podobno lubią twardzieli i tu jestem stracony, bo stale miałbym w głowie ten fakt, że zostałem wybrany, a mogłem nie zostać, ona nie musi być ze mną, facetów jest na pęczki. Znając siebie to by mnie paraliżowało, bo nie byłbym w stanie postawić się nawet gdybym miał rację w jakiejkolwiek spornej sytuacji. Nie byłbym w stanie podejmować także ryzyka decyzji, aby nie spalić, nie rozczarować tej jedynej. Pewnie szybko bym przesłodził i ją stracił, nadmiar dobroci jest nie mniej szkodliwy niż niedomiar…

    Ale w każdym razie nie będąc samotnym dołożyłbym wszelkich starań, aby nie zwalić ani Walentynek (mimo ich obrzydliwego komercyjnego charakteru 😉 ) ani żadnego innego z 365/366 dni w roku. Albo jestem za dobry, albo to inni nie doceniają, jak wielki dar im się trafił w życiu. Docenić to może osoba, która doświadczyła długiej samotności i widzi jak wielką różnicą jest mieć do kogo otworzyć usta, zobaczyć uśmiech… Jak to śpiewał Bruce Springsteen:

    „You might need somethin’ to hold on to
    When all the answers they don’t amount to much
    Somebody that you can just talk to
    And a little of that human touch
    Baby in a world without pity
    Do you think what I’m askin’s too much?
    I just want to feel you in my arms
    And share a little of that human touch”

    http://www.youtube.com/watch?v=85cNRQo1m3A&ob=av2e

    Tylko co ja mogę wiedzieć? To teoria, moja teoria. Jeśli zdajemy na prawo jazdy, to samo przejście części teoretycznej uprawnień do kierowania pojazdami nie daje 😉 Chyba więc w tych sprawach nie mam prawa głosu 😉 Jeśli jednak to co piszę byłoby dla Ciebie piękne, to dokładnie tego Ci życzę – zawsze szczęścia w związku, a przynajmniej tak dużo, jak to tylko możliwe. Zasługujesz, bo tylko anioł potrafi wesprzeć dobrym słowem drugiego człowieka, za co Ci gorąco dziękuję! 😀 Dla mnie taka opcja maksymalnego szczęścia z drugą połówką byłaby piękna, może się kiedyś spełni…

    PS: Czemu Bruce Springsteen nie jest popularny w Polsce? Jego The Rising jest genialny, Waitin’ on a sunny day także, jak i wiele starszych nagrań. Podoba mi się maniera jego śpiewania – tak nie do końca wyraźnie, charakterystyczny akcent (nie we wszystkich nagraniach – tylko tam, gdzie sam chce).

  3. Dzięki za tę „anielskość” 😀 Sporo mi brakuje, ale o tym ciiiiii….
    Może coś w tym jest, że trzeba pobyć samotnym, żeby dorosnąć do takiego myślenia o związku jakie masz Ty… nie „cipciokowate” wcale, ale takie, gdzie miłość to stałe wyzwanie, a nie coś zdobyte raz na zawsze…
    Czy nadmiar dobroci szkodzi? Nie wiem, nie doświadczyłam, ale dziewczyny wcale nie lubią twardzieli 😉 Się spełni, zobaczysz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *