Posmutłem

Zbliżają się Walentynki. Dla wielu – nareszcie, dla mnie – niestety. W takich dniach człowiek samotny najbardziej odczuwa samotność – wszyscy na około w objęciach, a ja sam. Nie tak to miało być i nie tak sobie wyobrażałem życie z 10 lat temu. Wszystko miało być inaczej – ja piękny i bogaty jeżdżę po świecie wraz ze swoją partnerką, mieszkanie na Majorce, domek na Ibizie… Szara rzeczywistość puka, siedzę w Krakowie, wynajmuję parę m2 za kosmiczne pieniądze, ale i tak mniejsze niż miałbym płacić raty za własne cztery kąty, czasami coś sobie kupię na pocieszenie, ale rzadko, bo mnie nie stać. No i dodatkowo nikt mnie nie chce.

Nie ma żadnej osoby na świecie, która ucieszyłaby się, że mnie widzi. Jestem obojętny dla wszystkich. Jestem to jestem, a jak mnie nie ma, to mnie nie ma i nikogo to nie rusza. Nigdy nie słyszałem od nikogo takie szczere „O, jak dobrze, że jesteś, strasznie się stęskniłam”, albo chociaż „miło Cię widzieć”. Świat beze mnie byłby dokładnie taki sam jak teraz ze mną, bo nic dla nikogo nie znaczę. Nikt mnie nie potrzebuje. Nikt nie tęskni, nikt o mnie nie pomyśli gdzieś tam w szerokim świecie. Wszyscy są zajęci swoimi sprawami, mają kogoś, są szczęśliwi i myślenia o jakimś błędzie natury jak ja – nie potrzebują. Szkoda. To moja wina – widać jakiś ułomny jestem, że nikt mnie nie chce. I tak kolejny rok…

Do tego jakaś ciężka atmosfera wokół… Zima długa i zła. Nie czuję się dobrze, ale do lekarza nie chodzę. Nie chciałbym usłyszeć jakiegoś wyroku. Mam już jasny plan – nie ma mi kto pomóc, a nawet gdyby ktoś był, to dla nikogo nie chciałbym być ciężarem. Załatwiłbym tylko swoje sprawy i popełnił samobójstwo. Zawsze z zewnątrz jestem silny, samowystarczalny, radzę sobie. Choroba, która odebrałaby mi siły byłaby moją największą katastrofą. Nie czekałbym do momentu aż nic koło siebie nie mógłbym zrobić. Zarówno w przypadku choroby jak i wypadku chciałbym, aby nie podtrzymywano mnie przy życiu za wszelką cenę, gdybym był w złym stanie. Nie wierzę w cuda, żaden mi się nigdy nie przytrafił. Chciałbym aby moje organy (jeśli cokolwiek się nada) zostały wykorzystane do ratowania innych oraz żeby to, co ze mnie zostanie nie chowano, tylko spalono. To jest wersja teoretyczna, obym nie musiał tego sprawdzić w praktyce…

A co do tej za długiej i złej zimy:

Paradoksem tego nagrania jest fakt, że gdy Piotr Rogucki śpiewa „przestań wyć”, to akurat najbardziej się chce…

Jedno przemyślenie na temat “Posmutłem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.