Mniej biadolenia (na żywo)

Próbuję wprowadzić w życie jedno z postanowień noworocznych – mniej biadolenia w kontaktach międzyludzkich. Oczywiście mam na myśli tylko sytuacje oko w oko, więc na blogu będzie bez zmian, a nawet gorzej, bo gdzieś to moje biadolenie musi znaleźć ujście. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi, uuuuuu (jak to klasyk Jerzy Stuhr mawiał 😉 ). Jest to podyktowane serią przemyśleń – generalnie głównym założeniem jest fakt, że to nic nie daje.

1) Nawet jeśli człowiek wyżali się – na pomoc nie ma co liczyć, czasami zresztą pomóc się nie da. Nie każdy ma taką moc.
2) Nie wszystkie żale można wyartykułować.
3) Nikogo to nie obchodzi lub inaczej: nikt nie chciałby tego słyszeć.
4) Inni mogą mieć własne żale, w najgorszym przypadku sprzeczne z naszymi, co może prowadzić do konfliktu.
5) Z uwagi na brak pomocy i zrozumienia – nie ma ulgi, nadal człowiek jest rozżalony (i dodatkowo poirytowany, że wszystkim zwisa i powiewa).

Dlatego lepiej czasami nie mówić nic, siąść i się wyciszyć, ew. zabić temat w sobie i zachowywać się normalnie, a pobiadolić samemu do siebie w zaciszu własnych czterech ścian. Wiadomo, że fajniej byłoby mówić co leży na sercu, ale jak to nic nie daje, to szkoda języka strzępić. Uśmiech na twarz (oby jak najczęściej prawdziwy, choć nie zawsze to możliwe, bo czasami w środku po prostu krew się gotuje) i wio na przód. Pożalić się można osobie będącej naprawdę blisko, ale ja takiej nie mam, a przynajmniej nikogo aż tak blisko, abym był w stanie się w 100% otworzyć. Trudno… Blogasek zostaje. Chociaż znowu gdybym kogoś poznał, z kim nawiązałbym aż tak bliski kontakt, jakbym chciał, to pewnie dla odmiany nie miałbym serca zawracać tej osobie głowy swoimi problemami – chciałbym być oparciem i bezpieczną przystanią. Nie można być jednocześnie latarnią i maleńką łódką dryfującą na sztormie. Albo drogę się wskazuje, albo drogi się samemu szuka.

Skomplikowane to wszystko…

Na razie plan nie zawsze się udaje, ale wydaje mi się, że generalnie styczeń i początek lutego wyszedł mi nieźle, mimo ciężkiej końcówki miesiąca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.