Święta odwołane…

…u mnie. Zanim jednak zacznę smęcić, to ponieważ jest to przypuszczalnie ostatni wpis w tym roku – chciałbym życzyć wszystkim odwiedzającym Wesołych Świąt (o ile je obchodzicie) i Szczęśliwego Nowego Roku. Wspominałem chyba w jednym ze wcześniejszych wpisów, że mam do wyboru dwie opcje: jechać w rodzinne strony i udawać, że jest fajnie, choć nie jest, albo zostać na miejscu i się czymś zająć. Wygrała opcja 2, bo z biegiem lat przyjąłem do wiadomości, że dobrej atmosfery nie da się stworzyć sztucznym uśmiechem i wymuszonymi gestami. W efekcie szkoda wysiłku. Jeśli posieje się kwiatki na pustyni, to niestety nie urosną. Siedzę i pracuję jak w każdy inny dzień.

Magia świąt u mnie uleciała jakieś 10 lat temu, a może nawet wcześniej. Przez wiele lat próbowałem mimo tego walczyć, żeby uzyskać na koniec coś, co miało przypominać tamten klimat. Odniosłem porażkę i w tym roku z przykrością przyjmuję to do wiadomości. Jeśli mam jechać pół Polski, żeby na koniec nadenerwować się nad różnymi niezrozumiałymi sytuacjami zastanymi na miejscu, to jednak poświęcenie nie jest warte zobaczenia starej choinki i światełek, które przypominają to, co dobre. Choinki nie ma, suto zastawionego stołu też nie (aczkolwiek dzięki kilku dobrym ludziom nie jest też całkiem pusto), opłatka brak. Jedyne miniaturowe pocieszenie to RMF Święta w słuchawkach. Niemiłosiernie powtarzają te same utwory (wszak to RMF), ale jednak a to jakaś kolęda, której tekst się pamięta, ale w ciekawym wykonaniu, a to ograny Last Christmas, a to znowu Debbie Gibson – Sleigh Ride.

Na dodatek śniegu brak. Zresztą nawet nie wiem, czy jakby był, to by mnie cieszył, bo śnieg wygląda pięknie w lesie. W mieście, rozjeżdżony przez samochody i osikany przez psy, stojąc na przystanku, nie jest niczym zachwycającym.

Wywieszam białą flagę, świąt u mnie nie ma. Tylko coś boli serce i łezka w oku się kręci. Kolejny mój prywatny bastion radości upada na moich oczach. Policzek od losu. Czemu ręką, a nie od razu pistoletem?

Przyszły rok nie zapowiada się dobrze. W powietrzu wisi nade mną kilka spraw, które pośrednio mnie dotyczą, a nie mam na nie bezpośredniego wpływu. Z zasadzie znam ich wynik i rozwiązanie, tylko czekam na „wyrok”. Być może ratunkiem byłoby zacząć do nowa, w innym miejscu w Polsce, ale ryzyko niepowodzenia jest tak duże, że na razie nie mogę się na to zdecydować. Mimo wszystko mam nadzieję, że jakimś cudem ten 2012 rok nie będzie aż tak tragiczny, jaki być może. Oby był lepszy, czego sobie i Wam życzę…

2 przemyślenia na temat “Święta odwołane…

  1. Nowy Rok będzie lepszy o ile sami o to zadbamy, więc dbajmy, dbaj, nawet jeśli czasem brakuje już sił i wiary w inne, lepsze jutro… Wszak nadzieja umiera ostatnia 😉 Poza tym spróbuj uśmiechnąć się do swoich obaw, może zdziwione odpuszczą 🙂 Czasami największe radości rodzą się z rzeczy na pozór beznadziejnych. Szczęśliwego Nowego Roku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.