Urlopy

Wchodzę sobie wczoraj na Onet, patrzę tytuł w dziale Biznes: Dobre wiadomości dla pracowników ws. urlopów. Myślę sobie, może dadzą coś ekstra. Ale nie. Wchodzę TU, czytam i moim oczom nie wierzę. Otóż ta dobra wiadomość to ma być więcej czasu na wykorzystanie zaległego urlopu – zamiast do kwietnia to do września. Gdzie tu jest dobra wiadomość? Jak pracodawca nie chciał dać pracownikowi urlopu przez cały poprzedni rok, to teraz dodatkowo będzie mieć więcej czasu na zwlekanie z jego ostatecznym wydaniem. Nie no, super, wspaniale.

Hipotetycznie załóżmy, że ktoś nie wykorzystał nawet dnia ze swoich 26 dni przysługujących w roku. Ktoś wierzy, że dostanie w kolejnym 52 dni (26 zaległe + 26 należące się)? To by było prawie 3 miesiące nieobecności. Żaden pracodawca na to nie pójdzie, tylko ten należący się też przesunie, bo przecież będzie tyleeeeee czasu na wykorzystanie go w przyszłym roku.

Nawet ja jestem w pewnym sensie w podobnej sytuacji. Już w tym roku w lutym musiałem wykorzystywać zaległy urlop, bo po prostu nie dało się wziąć normalnie. Obecny mam prawie nie ruszony i nie mogę go ruszyć, choćbym chciał, bo albo jest deadline gazety i mnie nikt nie puści, albo będzie wystawa w październiku i nie mogę, bo jest robota albo ostatecznie jak jest wolna chwila, że bym może mógł, to nagle reszta ekipy także czuje niesamowitą chęć pójścia na urlop (co jest logiczne, bo to albo sezon wakacyjny albo okres świąteczny – to jedyne momenty, w których byłbym w stanie wziąć urlop bez wyraźnego kolidowania z terminami w pracy) i trzeba byłoby się żreć, bo przecież wszyscy na raz nie dostaną – sparaliżowałoby to firmę. W efekcie nigdy nie mogę i zaczyna się jazda z zaległymi urlopami. Niech ta ustawa przejdzie i wejdzie w przyszłym roku, to już w ogóle nie pójdę na żaden urlop od lutego 2011 do września 2012 aż się (może) dopcham. Żałosna ustawa i tyle.

Zamiast tego powinna być zasada żadnego przesuwania urlopów – do końca roku ma być wykorzystany i koniec. Mało tego – 10 dni z tego w jednym ciągu powinno być dostępnych na życzenie pracownika bez kręcenia nosem, tylko zapowiadając z dużym wyprzedzeniem, np. 3 miesiące, żeby pracodawca miał czas na przygotowanie się. A nie, że ja mam się przejmować, czy wszyscy na około sobie akurat nie chcą iść wtedy, kiedy ja chcę. Co mnie to w ogóle obchodzi? Rozumiem, że zawsze można się jakoś dogadać, ale przykładowo w moim przypadku się to nie sprawdza, bo dogadywanie sprowadza się do ciągłego ustępowania wszystkim na około (a jak nie, to obraza i teksty jaka to niesprawiedliwość – wszak po co mi urlop jak jestem samotny – ktoś chce posiedzieć z rodziną i przecież ja to powinienem zrozumieć, a jak nie to jakiś głupi najwyraźniej jestem i cham do tego, tylko jakoś moich racji z nielicznymi wyjątkami nie rozumie prawie nikt).

Ponownie okazuje się, że najlepiej to byłoby mieć własną firmę. Tylko łatwo to się mówi. Trzeba mieć albo furę kasy albo rewelacyjny mega przełomowy pomysł. Jeśli nie masz tego i tego, to sobie daruj. Najwyżej jeśli chcesz zapoznać się z pojęciami długi i bankructwo. Jakby tak każde założenie firmy każdemu wypalało, to mielibyśmy nic, tylko samych prezesów firm na około.

Dziękuję za głupią ustawę, a Onet wspiął się na szczyty ironii (chyba celowo dali taki tytuł, żeby się komentarze posypały).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *