Szkoda…

Najgorszy w życiu jest brak bratniej duszy. Banalne, co nie? Zastanawiam się, co byłoby lepsze: czy pieprzyć się bez namiętności z kobietą, do której nic głębszego nie czuję – tylko fizycznie się wyżyć i zaspokoić najniższe potrzeby, czy raczej lepiej byłoby spotkać na swojej drodze kogoś, z kim mam więcej do powiedzenia niż „cześć” przez cały dzień? Dylemat filozoficzny. Mieć, czy być? Idealnie byłoby być i mieć, ale jakoś ani jedno, ani drugie nie dopisuje.

Tyle mógłbym „sprzedać” komuś, tyle opowiedzieć choćby o ukochanej muzyce…

Chciałbym poznać kobietę słuchającą bluesa, albo country. Moglibyśmy wymieniać się pasjami muzycznymi – ona poszerzałaby moje horyzonty i hipnotyzowałaby mnie, a ja ją swoim światem. Piękna fascynacja nie tylko ciałem, ale i rozumem, duszą. Myślicie, że faceci nie marzą o prawdziwej miłości? Takiej nie opartej tylko na fizyczności? A może jestem w mniejszości? Albo się za dużo bajek w dzieciństwie naoglądałem? Ale chcę czegoś więcej. Nie jestem w stanie siedzieć z „pustakiem”, któremu puszczę Kaczmarskiego i mózg się takiej dziewczynie zawiesi od nadmiaru treści. Zacytuję moim zdaniem jednego z największych współczesnych wieszczów, tj. Grabaża: Nigdy w życiu nie pokocham dziewczyny, która słucha disco polo.

Okazuje się, że połączenie piękna i głębi duchowej jest równie częste, co wizyty Yeti w Krakowie. Albo źle szukam?

2 przemyślenia na temat “Szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *