Gorąco mi, gorąco mi…

Dla równowagi jakiś dołujący wpis, bo jeszcze pomyślicie, że może mi się humor poprawił albo coś. Nie mogę do tego dopuścić :] Wszak jestem wiecznie narzekającą depresyjną męską cipką, nie mogę sobie pozwolić na zniszczenie tego wypracowanego przez lata ciężkiej PR-owskiej pracy „imidżu” :]

Nie wiem, czy tak wszyscy mają, ale zdałem sobie ostatnio (z przykrością) sprawę, że od dawna nie odczuwam już prostych, małych, przyziemnych przyjemności. Nie pamiętam kiedy zaczerpnąłem pełną piersią świeżego powietrza, w ogóle nie pamiętam kiedy w płucach czułem świeże powietrze. Od lat nie miałem okazji spokojnie obejrzeć wschodu albo zachodu słońca. Nie w mieście, gdzie każdy lata zagoniony jakby co najmniej był ściganym przez policję.

Dawno nie byłem na wycieczce rowerowej do miejsc, które kocham (ba, roweru nie mam, a miejsca za którymi tęsknię są dziesiątki kilometrów stąd, a do tego ich magię zepsuły złe wspomnienia, źli ludzie, złe czasy). Nie pamiętam kiedy miałem okazję położyć się w pewnym miejscu na wspaniałym wzgórzu w gwieździstą ciepłą noc i patrzeć w niebo. Nie pamiętam kiedy czułem się ostatni raz bezpiecznie, kiedy ostatni raz nie myślałem o troskach, kiedy czułem się kochanym. To wszystko dla mnie nie istnieje, wielu ulotnych chwil nie da się powtórzyć, a pamięć, która powinna je pielęgnować, bym cieszył się wspomnieniami, pielęgnuje je, bym się zadręczał, że te chwile już nigdy nie wrócą.

Te wszystkie proste chwile, zaplanowane dni, weekendy, muzyka, radość. Wszystko uleciało. Jak bardzo tęsknię za piątkami ze starą Listą Przebojów Trójki, niedzielami z Listą Niezapomnianych Przebojów z Radia TAK. Brak elementu uspokajającego, dającego wsparcie, oparcie w ciężkich chwilach. Wszystko znika się, zatraca, rozpływa. Zamiast wydawać mi się, że najlepsze jeszcze przede mną, zaczynam obawiać się, że jednak najlepsze lata są już za mną. I coraz bardziej żałuję, że wtedy gdy jeszcze mogłem i umiałem – nie wdychałem głębiej tego świeżego powietrza. Nie słuchałem ulubionej muzyki uważniej, nie czerpałem wtedy więcej inspiracji. Nie delektowałem się wystarczająco każdą chwilą goniąc za tym, co będzie.

Okazało się, że gdy to co miało być – nadeszło – doznałem rozczarowania. Ogromnego rozczarowania.

Duszę się, ktoś lub coś kradnie mi moją wolność, moje świeże powietrze, moje lata. Oddawaj to skurwielu, kimkolwiek lub czymkolwiek jesteś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *