Zazdrość

Dziś przyszła mi do głowy pewna myśl dotycząca zazdrości. Tytułem wstępu: pamiętajcie kochani, że każdy z nas jest inny, reaguje inaczej na te same bodźce. Coś, co wydaje się nam, że może na kimś wywrzeć duże wrażenie, nie koniecznie musi do tego doprowadzić. Chwilę myślałem nad samym słowem „zazdrość”. Stawiając siebie w roli obiektu zazdroszczącego oczywiście odczuwałbym to – jestem człowiekiem, który może zazdrościć i to uczucie da się wywołać, odpowiednio preparując działania w stosunku do mnie (swoją drogą byłby to niezły eksperyment psychologiczny).

Oczywiście jednak nie wszystko może wzbudzić moją zazdrość, a jedynie to, co uważam za cenne, wartościowe i to nie koniecznie w kwestii stricte wartości przeliczanej choćby na pieniądze – przyjaźń, czy uczucie też mogłyby tym być. Jednocześnie u innych sytuacja może wyglądać inaczej – albo mogą zazdrościć czegokolwiek co na mnie wrażenia by nie wywarło lub nawet wszystkiego, jeśli tylko to odczucie się w nich rozbudzi, albo mogą być zazdrości wyzbyci i nasze działania polegające na wzbudzeniu tego odczucia – zakończą się fiaskiem.

Dodatkowo osobną kwestią jest fakt jak osoba zazdroszcząca czegoś zareaguje. Zazdrość to broń obusieczna. Ktoś może wykorzystać ją przeciw nam, gdy spróbujemy jej użyć. Oczywiście świadomie lub nie do końca – bazując na działaniu „na złość”, czyli jak Ty Mi, tak Ja Tobie. To najgorsza z opcji, bo zamiast problem rozwiązać doprowadza do nawarstwiania spirali wzajemnych złośliwości.

Jak się bronić? Nie można pozwolić, aby dać się zawładnąć odczuciu i wejść w ryzykowną grę. Szczera rozmowa powinna gasić temat w zarodku o ile na szczerość można w danym przypadku liczyć. Zdecydowanie nie należy także zaczynać – szansę na powodzenie ma tylko osoba testująca zazdrość na kimś słabym psychicznie, który zazdrości się podda. Silny może odeprzeć atak atakiem. Kto będzie bardziej cierpiał? Czy warto wzajemnie zadawać ciosy? Nawet jeśli ktoś wygra – każdy wychodzi z tego pokąsany. Nie warto. Są inne sposoby.

PS: Po wyraźnym spadku blogowej aktywności na wiosnę widzę, że wracam do formy. To chyba dobrze, chociaż nie jestem pewny, czy rozterki mojego chorego umysłu, są godne upubliczniania. Ale jak pisałem na początku – blog ma też pełnić rolę „auto-oczyszczacza” i zaworu bezpieczeństwa, aby całkiem nie zwariować. Chyba działa. Wszędzie to „chyba”. Przeklęte wątpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.