Nie znoszę kina psychologicznego

Szczególnie go nie znoszę, jeśli w obrazie zaciera się granica między rzeczywistością, zdarzeniami faktycznymi, a wyobraźnią, halucynacjami. Mój umysł odrzuca wszystko co nierzeczywiste, gubię się i tracę rozeznanie w sytuacji. A co to za rozrywka oglądać coś, gdy nie wie się o co chodzi? W moim przypadku – żadna.

Jestem osadzony w pewnych ramach, jak każdy. Wydarzenia dzieją się tu i teraz. Nie do wyobrażenia jest dla mnie sytuacja, gdybym nie rozumiał co wokół mnie się dzieje. Coś może być prawdą, fałszem, półprawdą (cokolwiek za to nie uznać), ale zawsze jest rzeczywistością. Logicznym i rzeczywistym jest przykładowo to, że nagle Warszawy nie zaatakuje wielki zmutowany chomik wielkości wieżowca, bo taki nie istnieje. Gdyby się jednak pojawił (co jest rzecz jasna niemożliwe) to właśnie wtedy zatraciłbym rozeznanie rzeczywistości.

Jestem sobie w stanie dużo wyobrazić – swoje reakcje, siebie, innych, zdarzenia, ludzi, głosy. Ale wiem, że to tylko wyobraźnia, albo sen – budzę się i jest rzeczywistość. Są sytuacje, które nigdy nie nastąpią i o tym wiem. Co byłoby, gdybym się nie obudził? Gdybym dalej funkcjonował w sferze nierzeczywistej? Jak odróżnić rzeczywistość od fikcji, jeśli ta druga łudząco rzeczywistość przypomina? Przecież nie muszę sobie zaraz wyobrazić wielkiego chomika – to może być coś przyziemnego, co mieści się w granicach realności, a jednak realnym nie jest.

Telewizja ogłupia.

PS: To nie było kino, przynajmniej nie przez duże „k”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.