Depresyjne wizje

Uwaga – ciężki wpis. Osoby o słabych nerwach są proszone o nieczytanie…

Nie znoszę siedzieć bezczynnie. Lubię się czymś zajmować, to absorbuje umysł i człowiek nie myśli o swoich problemach. Jak pracuję, to skupiam się na tym, co mam do roboty i jest super. Wystarcza jednak, że akurat to, co mam do wykonania wykracza poza możliwości czasowe w danym dniu, tj. wiem, że tego nie skończę, a nic innego nie udaje mi się wymyślić, wtedy zaczyna się TO. Najgorzej jest zwykle późnym wieczorem, nocą – wtedy człowiek czuje jak cały świat ma go w tyłku. Nie ma do kogo ust otworzyć. Byleby nie zamknąć oczu, byleby nie włączyła się wyobraźnia…

Ale się czasami włącza. W lewej ręce żyletka, nadstawiam nad prawy nadgarstek, jadę wzdłuż, jestem w wannie pełnej wody. Zaczyna cieknąć krew, spływa na lewo, jakby do mnie, tj. w moją stronę. Woda nabiera koloru czerwonego. Widzę każdy szczegół. Momentami jestem sobą, momentami widzę to z boku. Głowa po jakimś czasie opada – to już? Dosłownie na chwilę zamknąłem powieki, a już takie akcje. Szybko otwieram, głęboki oddech, muszę wyjść na powietrze, bo zwariuję.

Ale to nie koniec, wychodzę, a w wyobraźni wybiegam, przeskakuję barierkę i teraz znowu lecę w dół. Czysty szał. Upadam, kości potrzaskane, jeszcze chwilę z trudem łapię oddech. Z jednej strony pytam się „co ja zrobiłem”, z drugiej – takie jakieś dziwne uczucie uwolnienia się. Przestaję oddychać.

Znowu otrzeźwienie – jednak stoję, nie skoczyłem. Po tych dwóch akcjach w wyobraźni aż nie wiadomo co ze sobą zrobić – natychmiast do pracy, przeglądania netu, czegokolwiek, żeby to zakończyć. Przynajmniej do kolejnej wizji. Przez kolejne kilka minut będzie mną telepać na samą myśl o tym co „widziałem”.

Człowiek to skomplikowana istota, myśli, wyobraźnia – wbrew woli płatają figle uciekając w niezbadane obszary. Może to proroctwo? A może inni też tak czasami mają, tylko nie każdy się przyznaje? Też tak macie?

Na szczęście akurat ten weekend miałem dość pracowity, kolejny zapowiada się podobnie i jeszcze następny – też. Żeby nie oszaleć rozpisuję dalekosiężne plany i w efekcie dzięki dobrej organizacji stale coś robię. To jednak także ślepa uliczka, bo dla odmiany wypalam się, człowiek jest po prostu zmęczony ciągłym działaniem. Tak naprawdę uratowałyby mnie tylko duże zmiany, ale do tego na razie nie mam jaj. Zmiana środowiska byłaby jednak najlepszym wyjściem. To nie ten moment. Idę zmrużyć oko.

PS: Nie czytajcie książek. Rozwijacie wyobraźnię i wrażliwość. Później staniecie się takimi miękkimi kluchami jak ja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.