VIVA, Eska TV, Juwenalia i Ja, czyli co słychać

W ostatnich tygodniach trochę się działo, dlatego nie miałem czasu nic skrobnąć. Główną myślą płynącą z tego wpisu będzie wniosek, że warto jest brać udział w różnych konkursach, bo czasami coś można wygrać, a nawet jak nie – to są emocje i zabawa. Zwykle nic się nie traci – czasami chwilkę czasu na nagranie czegoś, wysłanie, czy napisanie maila. Jak wiadomo czas to pieniądz, ale spójrzmy prawdzie w oczy: czasami leniuchujemy i to leniuchowanie dobrze przekuć na jakieś pożyteczne działanie.

Maj zacząłem od zgłoszenia się na casting na Twarz Eski. Nagrałem minutę filmiku na Krakowskim Rynku i wrzuciłem na YouTube. Filmiku już nie ma – skasowałem jak się okazało, że niestety mnie nie wzięli, ale samo nagrywanie było dość zabawne. Zanim mi się udało zebrać myśli, to kilka prób wyszło raczej z gatunku stand-up comedy niż prezentacji 😉

Jakoś w tym samym czasie zauważyłem, że VIVA na swoim numerze GG ogłasza konkurs. Wystarczyło coś napisać (już nie pamiętam co) na 9966 i w wiadomości zwrotnej przychodziły instrukcje co dalej. Dalej okazało się, że wystarcza skrobnąć maila z tekstem – propozycją na podryw dziewczyny. Jako chodzący „miszcz” bajeru (który żadnej laski wyrwać nie może) wytężyłem wszystkie szare komórki, stworzyłem coś śmiesznego i zapuściłem. Mija kilka dni – cyk mail „Moje gratulacje! Wygrałeś płytę Kalwi&Remi – Kiss Me Girl.” 😀 Płyta doszła 😀

Płyta Kalwi & Remi od VIVY Polska

Wniosek z tego konkursu jest taki, że gdyby nie mój brzydki ryj/morda, to bym nawet podrywał, a tak to cóż. Pozostaje się zadowolić płytą i gołymi babkami na redtube 😀 W każdym razie ponieważ od żadnego innego kanału muzycznego nic nigdy nie wygrałem, to stwierdzam, że VIVA rządzi 😀

Dawno dawno temu zgarnąłem coś z Radia Eska – pięć płyt. W Impresce Puoteck prowadził konkurs polegający na jak najszybszym słaniu SMS do radia po usłyszeniu od 1 do 3 utworów w określonej kolejności. Wysłałem tak dla jaj po drugim i nagle telefon. Odbieram – słyszę Puoteck zapodaje. Jazda była nieziemska. Jakoś po dwóch tygodniach mogłem odebrać płytki osobiście w siedzibie Eski. Mam je do tej pory gdzieś schowane 😉

Natomiast jakoś chyba w zimę 2009, albo może to zima 2010 była – załapałem się do Słabego Programu na RMF Maxxx. Wysłałem SMS, że ubieram „słabą choinkę” i okazało się, że to jest to. Oddzwonili, chyba Irek Jakubek i tak oto załapałem się na mocno limitowaną koszulkę Słabego Programu, którą ubieram tylko na naprawdę zacne okazje 😉

Maj zakończyłem natomiast na Juwenaliach. Wybrałem się pod Klub Żaczek. Wejście po 25 zł. Byłem dwa razy. W piątek 20 maja grali Zabili mi Żółwia i T.Love, a w sobotę 21 maja Indios Bravos i Strachy na Lachy z Grabażem. Zabawa startowała o 21, trwała gdzieś do północy. Dwukrotnie pogoda dopisała, choć w sobotę zanosiło się, że będzie pogrom z uwagi na deszcz. Wybrać się musiałem – z jednej strony jestem fanem T.Love, a Muńka uważam za jednego z niewielu szczerych artystów funkcjonujących dłużej w polskiej branży muzycznej, podobnie jak Grabaża, na występie którego (wstyd się przyznać) nie miałem jeszcze nigdy przyjemności być. Dlatego T.Love obowiązkowo, a Strachy na Lachy – nadrabianie katastrofalnych braków.

Wrażenia: zdecydowanie się nie zawiodłem. Pomijając oczywiste uroki Juwenaliów, czyli browar i kiełbacha, a także dużo urodziwych studentek, same koncerty po prostu niszczyły konstrukcję. Zabili Mi Żółwia zagrali rewelacyjnie, publika świetnie się bawiła. Ska świetnie się sprawdza na takich imprezach, a sama kapela jest w środowisku studenckim dobrze znana, więc od początku było gorąco. T.Love także nie zawiedli, Muniek nieco chory (przeziębienie?), ale śpiewał ostro, Janek Pęczak wyczyniał na scenie cuda z gitarą, a do tego w moim odczuciu trafiłem chyba na jedno z najlepszych nagłośnień spośród koncertów na których w ogóle w życiu byłem.

W sobotę równie ciekawie – Indios Bravos z Gutkiem dali genialny popis jak rozruszać publikę. Studenci świetnie kumają reggae, duża rzesza obecnych znała na pamięć sporo tekstów. Zresztą sama warstwa tekstowa to temat na zupełnie osobny wpis – Indios Bravos nie śpiewają „pitu pitu”. W ich utworach jest przesłanie, myśl i to przekazana tak, że jak człowiek siądzie i pomyśli, to nasuwa się tylko „kurcze, jak ten Gutek mądrze gada, prosto i celnie, w życiu bym na to nie wpadł”. W każdym razie z tych dwóch dni zdecydowanie najlepszym koncertem był występ grupy Strachy na Lachy. No co tam się działo! Tego się słowami opisać nie da. Pozwolę sobie zacytować Grabaża: „Ale tak patrze, i tak, no kurwa szacun” (w kwestii „kumatości” krakowskiej publiki) i na koniec, przed bisami „To było jakieś jebane Wembley”. W dawnych czasach jak byłem młody i piękny i jeszcze studiowałem, to pamiętam, że teksty utworów Pidżamy Porno były dla wielu niemal jak Biblia (zwłaszcza jak mieszkałem w akademikach UMCS w Radomiu, w skądinąd urokliwej okolicy, z okna RON Radom/Wacyn, do monopolowego jakieś 10 minut, ale miałem świetne układy z kumplami na mecie i alkohol załatwiałem szybciej, taniej i lepszy :] ). W tej materii nic się nie zmieniło. Większość znała każdy wers każdego nagrania, nawet tych najnowszych z płyty Dodekafonia. Taki koncert, gdzie publiczność jest świetnie zgrana z artystą, a artysta z publicznością są samą przyjemnością. Obym na więcej takich koncertów trafiał 😀

Pozdrawiam tą laskę w tle, która „wywróżyła” słowa Grabaża, choć zapewne co innego na myśli miała 😉 Mam nadzieję, że to nie o mnie, że stoję z ręką z komórą i zasłaniam ludzikom z tyłu 😛

W ogóle lubię juwenaliowe klimaty. Chociaż studentem już nie jestem, to jednak to jest jakiś kompletnie inny świat. Ludzie są bardziej otwarci. Do tego na Indios Bravos widziałem joinciki w obiegu 😀 System później niszczy młodzieńcze ideały – praca, podatki, obowiązki, nakazy, zakazy… Problemy stają się dużo większe niż jakaś niewykonana praca, czy nieprzygotowanie. Do tego ta kultura, zbratanie. Tego nie można dobrze opisać słowami, tylko trzeba przyjść, być, zobaczyć to. Później po koncercie w sobotę zgrałem się i uderzyłem w akademiki AGH. Co tam się dzieje! Całe miasto śpi, a na akademikach szał, setki studentów, wszyscy się bawią. Człowiek wchodzi w inny wymiar.

Minusy juwenaliów to studenci wchodzący z browcem wśród ludzi skaczących – oblanie browcem gwarantowane, ja dostałem też, ale rykoszetem, za to dziewczyna oblała sobie twarz i nalała do oka. Ja tam wolę jednak pić ustami – przez oko jeszcze nie próbowałem, ale zapewne wszystko przede mną 😀 W sumie kiedyś nie wiedziałem, że zioło można nie tylko palić, więc może kiedyś spróbuję nalać sobie browar do oka 😀 (żarcik)

PS: Pierwsze truskawki – kupiłem już z miesiąc temu, tylko nie miałem kiedy załadować foty. Te pierwsze niestety kompletnie nie smakowały jak truskawki – bardziej jak sztuczne nawozy i pestycydy, którymi chyba pryskano ziemię w okolicy, żeby chwaściory nie rosły 😉 Ale powiedzmy, że zaliczone, jeszcze planuję truskawkować w tym sezonie 😉

Truskawki - kwiecień 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *