Artyści – Fani

Ostatnio nie miałem czasu na pisanie. Chciałem kwestię, o której napiszę dalej, poruszyć już dobry tydzień temu, ale skupiłem się na pracy, sporo się dzieje, w międzyczasie puściłem też zgłoszenie na casting w Eska TV (i odpadłem 🙁 ), ogólnie więc nie było kiedy skrobnąć, a to dłuższy wpis będzie…

Jeśli ktoś uważnie śledzi dokonania zacnego artysty, jakim jest Kazik Staszewski, to zapewne zauważył zamknięcie na początku maja strony fanowskiej, prowadzonej przez LeeQS-a (PL): http://www.kazikstaszewski.art.pl. Owa strona była bardzo mocnym źródłem informacji na temat bieżących wydarzeń związanych z samym Kazikiem, jak i Kultem, tym bardziej że strony domowe artysty i zespołu są delikatnie rzecz ujmując… niezbyt pomocne i nie niosą za dużo informacji. Zamiast treści widnieje list otwarty. Każdy może wejść, więc cytować nie ma sensu.

W skrócie:
Niezły bigos się z tego zrobił. Na forum Kultu przez pierwsze kilka dni było gorąco od komentarzy, głównie za sprawą faktu, że wypowiedział się manager Kultu, przedstawił swoją wersję wydarzeń, pojawił się też wątek konta na Facebooku, LeeQS odpowiedział, pojawił się na moment sam Kazik (odzywał się też w innych wątkach), a żeby tego wszystkiego było mało – w dyskusję (przez Facebooka) włączył się sam Zbigniew Hołdys.

Generalnie zaczęło się od obecność reklam na stronie fanowskiej, oraz o udostępnienie haseł do konta promującego stronę fanowską na Facebooku. Sprawa jest złożona jak jasna cholera, bo z jednej strony mamy logiczne i oczywiste prawo artysty do poszanowania jego wizerunku, a jak wiadomo Kazik reklam nie lubi (skomentuję to dalej), natomiast z drugiej trzeba mieć na uwadze, że LeeQS poświęcał czas i wkładał pracę, aby tworzyć serwis, gromadząc fanów, zapewniając im łatwy dostęp do informacji o artyście i zespole Kult. Nie była to strona oficjalna, o czym każdy wiedział. Oczywistym jest, że gdyby Kazik nie tworzył, a Kult by nie istniał – nie miałby o czym pisać, więc fakt istnienia jego strony zawdzięcza temu, że ma o czym pisać. Czy to jednak automatycznie oznacza, że poświęcony czas i praca LeeQS są kompletnie bez znaczenia?

Żeby dobrze zrozumieć problem trzeba przywołać kilka istotnych spraw:
1) Serwis funkcjonuje w ramach bezpłatnej domeny art.pl, ale sam serwer bezpłatny już nie jest, z tego co mi wiadomo – korzystano ostatnio z usług home.pl. Serwis był dość popularny, więc chyba oczywistym jest, że z najtańszych rozwiązań z pewnością nie używał (a przy wykorzystaniu darmowych nawet nie byłoby możliwe jego działanie). Sam autor nie przedstawił tu jednak żadnych szczegółów. W każdym razie istniał jakiś koszt utrzymania strony (pomijając sprawy niewymierne, jak np. poświęcony czas, czego oczywiście nikt nie wypomina, nie o to chodzi, tylko o przywołanie faktów, żeby sprawa była dostatecznie jasna).

2) Reklamy na stronie były obecne, jak słusznie zauważono w dyskusji – autor strony nie ma na nie bezpośredniego wpływu, ale są one dobierane na bazie tematyki strony, więc nie były też z kosmosu. To był system Google, każdy kto pojęcie o Internecie ma – wie jak ten system działa. Mało tego – dość łatwo go zablokować, ja osobiście reklam fizycznie nie widziałem, bo AdWords mam zablokowany od lat 😉 Jednocześnie reklamy generują zysk, ale bez przesady – to nie jakieś miliardy! Powinno teoretycznie wystarczyć na utrzymanie serwera, czyli z pewnością nie był to biznes. Gdyby reklam nie było – ktoś kasę musiałby wyłożyć. Z dyskusji wynikło, że nikt z otoczenia Kazika nie był zainteresowany wsparciem, a przynajmniej nigdy tego nie okazał, czyli stronę finansować musiałby sam autor (lub jej nie robić).

3) Na stronie były odnośniki do sklepu z wydawnictwami Kazika (przerzucało do SP Records), można było przejść, kupić coś, wspierać jego twórczość. Oprócz tego były informacje o nowych wydawnictwach, koncertach – chyba jest logicznym, że przyczyniało się to w jakimś (trudnym/niemożliwym do określenia) stopniu do promocji artysty, a także do jego zysków.

4) Nazwa domeny wykorzystywała imię i nazwisko artysty (co ma istotne znaczenie w sprawie).

Fakty:
Zgodnie z dyskusją z forum Kultu wynika, że z jednej strony LeeQS był już proszony od dość dawna o usunięcie reklam ze strony (od 3 lat), jednocześnie autor odpowiada, że to zrobił, a na reklamy Google w tamtym czasie dostał „błogosławieństwo” i sprawa w 2008 roku wyglądała na zamkniętą. Kazik twierdzi jednak, że sprawa nigdy do końca załatwiona nie była. Według Kazika LeeQS przez półtora roku od pierwszych zgłoszeń kombinował, a później po prostu sprawę olewał. Ostatecznie z początkiem maja LeeQS otrzymał telefon, że albo zdejmuje reklamy (mimo, że w 2008 roku sprawa wydawała się być zamkniętą, LeeQS przywołał nawet dwa spotkania z managerem Kultu w swojej odpowiedzi, a strona od 2005 roku wymagała nakładów finansowych), albo sprawą zajmą się prawnicy (wg Kazika z uwagi na brak innych możliwości).

W międzyczasie na Facebooku pojawił się wpis Zbigniewa Hołdysa (odnośnik jest wyżej), który stwierdził, że LeeQS to najgorszy możliwy typ fana. Z wpisu wyłania się obraz fanatyka celowo złośliwie szkalującego dobre imię artysty. Na koniec pozdrawia fanów cyt. „niepojebanych”, z czego wniosek, że gość prowadzący 10 lat fanowską stronę, który na reklamach przecież nie zarabiał, tylko wykorzystywał je jako sposób do utrzymania tematu (i co więcej: pierwotnie w 2008 roku na taki ich kształt się podobno zgodzono), a następnie postraszony prawnikami jest dodatkowo jeszcze per. „pojebanym”.

Drugi wątek: w połowie lutego 2011 LeeQS był proszony o udostępnienie haseł do konta na Facebooku, które było kontem fanowskim strony, nie bezpośrednio samego Kazika, ale oczywiście siłą rzeczy sprawa jest powiązana (prośba ze strony żony syna Kazika). Korespondencję tą LeeQS umieścił w sieci jako obronę na zarzut ze strony managera Kultu, że prośbę kompletnie olał – wynikło z tego, że nie olał ale też nie spełnił jej.

Mój komentarz:
1) Błędem ze strony LeeQS-a było publikowanie jakiegokolwiek listu otwartego, czegokolwiek, a także fragmentów korespondencji prywatnej (choć jak wiadomo było to w celu obrony samego siebie). Problemu by nie było, gdyby stronę po prostu zamknięto bez wyjaśnień, a następnie przeszłoby się do dyskusji wewnątrz, żeby ustalić co się właściwie dzieje, bezpośrednio z Managerem i jeśli by się udało – nawet z samym Kazikiem. Bez gapiów, bo robi się z tego niepotrzebny syf, a już wystarcza tego po aferze z blogiem, na którym był cytat z jednego tekstów Kazika (autor bloga także został postraszony działaniami prawników, wpis usunął, ale przez sieć przetoczyła się fala krytyki) i jeszcze wcześniejszą „kurwagate” (na forum Kultu wiedzą o co się rozchodzi).

2) Błędem ze strony przedstawicieli Kazika (a może i samego Kazika) jest „niekumacja” tematu i natychmiastowe wyskakiwanie z prawnikami. Przecież dało się to załatwić inaczej. Można było zadzwonić (co było wykonalne w maju br., więc ogólnie się dało) i powiedzieć: „Jest sprawa, musimy się koniecznie spotkać, pogadać, wyjaśnić parę kwestii w cztery oczy”. Może udałoby się dogadać tak, żeby albo LeeQS otrzymał wsparcie w postaci hostingu, żeby mógł spokojnie pozbyć się reklam i byłoby po sprawie, albo zbunkrować go do współpracy, żeby ożywił strony oficjalne. To byłoby przecież z oczywistą korzyścią dla wszystkich – i fanów i artysty i autora, który nadal robiłby to co robił i robił to dobrze.

3) Nie powinno się wypowiadać w sprawach, których tła się nie zna przynajmniej w dostatecznym stopniu. Wpis Zbigniewa Hołdysa po prostu zrównał gościa z ziemią, który żadnym fanatykiem wcale nie był, wystarcza przelecieć jego wypowiedzi na forum Kultu, zerknąć na zachowane kopie strony. Tu nie było niczego nienormalnego. Dobry fan, zjechany jak śmieć. Przykre. Rozumiem, że jest to spowodowane samym faktem błędu popełnionego przez LeeQS-a (pkt. 1), ale to nie tłumaczy pochopnych sądów:
– nie jest prawdą, że autor strony chciał w jakikolwiek sposób sam zaistnieć, bo nic takiego przez tyle lat się nie działo. Nie był także żadnym świrem, tylko był właśnie w tej dobrej grupie. „Był”, bo pewnie się wypisał – kto by chciał dostać takiego kopa w tyłek od osoby, którą się szanuje? Kazik zawsze wali prosto z mostu, więc i dostał odpowiedź prosto z mostu.
– nie decydował co chce reklamować, bo w 2008 roku reklamy uznane za szkodliwe (zgodnie z tym co twierdzi) usunął, zostawiając tylko system, przeciw któremu w tamtym czasie nie było sprzeciwu, a jeśli powstał później, to nie został wyartykułowany w żaden sposób aż do czasu sięgnięcia po straszaka prawnikami teraz (a przynajmniej tyle wiemy, bo żadnych dalszych wyjaśnień nie było),
– reklamy nie miały się wiązać z Kazikiem, przecież zresztą nikt o zdrowych zmysłach by tak nie pomyślał, bo ogólnie w sieci wiadomo po co są reklamy, da się zresztą je wyłączyć, co sam robiłem z powodzeniem, w zasadzie to nawet nie bardzo zdawałem sobie sprawę z faktu, że tam są… Na Facebooku reklamy też są, a zresztą sam Facebook to też firma, którą się reklamuje dodając użytkowników,
– nie jest prawdą, że sam Kazik nigdy nic nie reklamuje, bo owszem – w kampaniach udziału nie bierze (tak jak m.in. Muniek Staszczyk, Grabaż, czy kilku innych gości i za to ich bardzo szanuję), ale choćby występ na juwenaliach w tym roku w Krakowie jest sponsorowany przez Lecha. Jest logo Lecha, jest napis Kult, na jednym plakacie. To nie jest reklama Lecha w żadnym stopniu? Na samym koncercie scena będzie od góry do dołu oblepiona logami Lecha, tak jak w latach poprzednich, a w środku Kazik. Nie da się w tej branży kompletnie odciąć się od reklamy, zawsze jest się w jakimś stopniu marką, na której można zarobić. Sęk w tym, że w sprawie strony nie o zarobek chodziło, a o utrzymanie strony. To nie to samo.
– strona nie była „stroną Kazika”, tylko „stroną o Kaziku”.
Część komentarzy pod wpisem na FB dostrzega sedno sprawy, dlatego warto je także przeczytać.

4) W kwestii Facebooka trzeba rozróżnić dwie sprawy: konto było kontem fanów strony o Kaziku, nie bezpośrednio samego Kazika, pośrednio tak. Nie ma najmniejszego problemu, aby założyć nowe z przeznaczeniem proponowanym przez pytającą, następnie je zareklamować (przez forum, stronę, konto FB strony fanów i inne) i mogłoby dość szybko (jeśli byłoby prowadzone z należytą starannością) zyskać większą ilość fanów. Tak działają serwisy społecznościowe. Podpinanie się do istniejącego nieoficjalnego konta z oficjalnymi informacjami jest bez sensu. Informacje nie byłyby traktowane z wystarczającą powagą towarzyszącą tylko oficjalnemu charakterowi. Poza tym wydawnictwo Kosmos Kosmos (wyjaśnienie: Karolina Staszewska jest współwłaścicielem) ma konto na FB, tylko trzeba je promować, promować trzeba umieć, znać się na tym i mieć czas. Tu obrano drogę na skróty, czyli: po co się męczyć, jak gotowe konto jest, wypromowane, wystarcza je zabrać/przejąć.

Podsumowanie:
Niestety mleko się rozlało, zabrakło z obydwu stron czegoś, może trochę dobrej woli, może opanowania. Teraz stracili i fani, bo drugiego tak solidnego źródła informacji o Kaziku i projektach „około-Kazikowych” nie ma, i w jakimś stopniu artysta, bo fani będą musieli włożyć więcej wysiłku w namierzanie informacji choćby o koncertach, co już może się przełożyć na straty, pomijając zresztą sam fakt negatywnego oddźwięku (czego dało się może częściowo uniknąć – błąd LeeQS-a), który też wpłynie na decyzję przynajmniej części fanów, których sprawa zbulwersowała (powstały przynajmniej dwie strony „antyfanowskie”, linkować nie zamierzam, bo nie popieram takich akcji). Oprócz tego nawet sami fani wokół sprawy się niezdrowo podzielili, mamy broniących racji każdej ze stron. Po co to komu było?

Jakie jest moje zdanie? Przede wszystkim absolutnie nigdy nie powinno to zostać aż tak rozdmuchane po sieci! Przyzwyczaiłem się już do dość nieszablonowych zachowań artystów, w pewnym sensie ich rozumiem, więc nagle nie zacznę Kazika nie lubić, nie tracę szacunku do jego twórczości. Przyznaję mu w pełni rację w kwestii reklam – jeśli ich nie chce, to ma takie prawo, tym bardziej, że strona była prowadzona pod jego nazwiskiem. Jednocześnie jednak brak konsekwencji, bo reklam nie brakuje w innych miejscach, na Facebooku, na koncertach, na profilach SP Records na MySpace… Sprawa jest ogólnie przykra. Wystarcza postawić się na miejscu LeeQS-a – gość się stara, poświęca czas, wkłada serce, chodzi na koncerty, kupuje płyty, ale jednocześnie nie świruje. Po prostu robi to co robi. Na nic nie liczy, nawet na podziękowania (choć moim zdaniem zasługiwał). Niestety zamiast przynajmniej minimum szacunku/zrozumienia okazuje się, że w zasadzie, to powinien być ścigany przez prawników, a inny artysta porównuje go do jakiegoś świra (na forum Kultu padła nawet tak „mimochodem” sugestia, że Lennona zabił fan, oczywiście ze strony zwolennika Kazika).
Z drugiej strony nie podoba mi się także jechanie po Kaziku, ponieważ wiemy tylko tyle ile wypowiedzieli się LeeQS (który po 3 maja zniknął), manager Kultu i trochę sam Kazik. Nie wiemy na ile to była decyzja samego Kazika (w jednej z wypowiedzi stwierdza, że o telefonie nawet nie wiedział, bo spał), a także nawet jak naprawdę wszystko przebiegało w szczegółach. Kazik sam otwarcie przyznaje, że Internetu mocno nie kuma. Analizując dogłębnie sprawę pojawiają się niespójności z obydwu stron. Nie jesteśmy sędziami, owszem – jest demokracja, każdy się może wypowiedzieć, ale to nie oznacza, że zaraz można sobie anonimowo jechać po kim się chce! Nie bronię nikogo, bo każdy w tej sprawie zawalił w jakimś stopniu.

Sprawa po prostu przykra, dla wszystkich, rozdmuchana niepotrzebnie, nie każda z osób zabierających głos robi to z należytą rozwagą (wśród fanów i nie tylko jak widać).

Nauczka na przyszłość, że sprawy delikatne załatwia się delikatnie. Nie chodzi tu o to, żeby zabronić artyście jakichkolwiek praw do poszanowania swojego wizerunku, tylko trzeba zrozumieć, że po drugiej stronie też są ludzie i to dobrze życzący, wspierający, a nie potencjalni wrogowie. Natomiast fani muszą rozumieć, że są tylko fanami i artysta ma swoje prawa, czy też zasady, które chciałby, aby były szanowane. Podstawa to dogadać się. To się dało załatwić inaczej.

PS: Kazelot ostatnio nie ma szczęścia do „dobrego” PR 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *