Jak poirytować najspokojniejszą osobę na świecie?

Od dobrych kilku lat (coś koło 5, może więcej) jestem klientem mBanku. Generalnie uważam go za jeden z najwygodniejszych banków (a miałem jeszcze pewne doświadczenia z dawnym Bankiem Śląskim, teraz ING i niewielkie z PKO). Wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku, ale… No właśnie jest „ale”. To „ale” to kwestia kredytów odnawialnych, na które mnie kilka razy próbowali skusić, a następnie dokładnie tyle samo razy ich nie przyznawali. Jak oglądam teraz te reklamy, na których powiadają o kredytach w 15 minut, to mi się tylko miska śmieje, bo jak dla mnie przy obecnych doświadczeniach kredytowych to brzmi jak czyste kredytowe mBank science fiction 🙂

Zacznijmy od początku. Jestem sobie w tym mBanku już kilka lat, raczej nikt nigdy się ze mną nie kontaktował, aż tu nagle w marcu telefon. Proponują mi kartę kredytową. W sumie mi nie potrzebna, ale wchodzę w to. Tu jest jeszcze wszystko OK – przyznają, z jakimś tam niewielkim limitem, bodajże 1800 PLN z opcją zmiany. Czyli mam kartę kredytową.

Mija kilka miesięcy – telefon – proponują kredyt odnawialny. Jako że mam kartę kredytową, to podejrzewam, że (mimo iż jest czysta, tj. żadnych zaległości, w zasadzie to jej nawet nie aktywowałem jeszcze) jest to widoczne i nawet jak na to pójdę, to mi wniosek odrzucą. W słuchawce zapewniają, że nie, gdzieżby, proszę składać śmiało wniosek. Kredyt odnawialny jest w pewnym sensie wygodny, więc OK – składam. Oczywiście po kilku dniach przychodzi informacja, że odrzucono. Dobra, tu jeszcze poirytowania nie czuję, bywa, po prostu wyszło na moje.

Mija kilka miesięcy – historia jak wyżej, ale tym razem proponują mniejszy limit. Dobra, OK – może to przejdzie. Jednak nie przechodzi – odrzucono.

Mija kilka miesięcy, tym razem, dzwonię ja – chcę skasować kartę kredytową, bo mi do niczego nie potrzebna, jednak nie tego szukałem. Przy okazji wspominam, że planuję przeskoczyć na kredyt odnawialny w przyszłości i to był mój błąd strategiczny. Głos w słuchawce natychmiast podłapuje temat, włącza się tryb „radość” i głos ma dla mnie od razu wspaniałą propozycję. Tym razem jestem twardy, ale dowiaduję się, że podobno poprzednie wnioski były odrzucane nie przez kartę kredytową, ani przez ich zdaniem niewystarczające zarobki, tylko przez… błąd w danych osobowych (WTF?!). No to OK, próbujemy, ale mimo to na wszelki wypadek i tak likwiduję kartę kredytową. Oczywiście za kilka dni znowu przychodzi odmowa z uzasadnieniem: nie podołam finansowo wg nich. Ja jestem bardzo spokojnym człowiekiem, ale kurczę pieczone jak im nie pasuje moja kasa, to po co mi cokolwiek oferują, a także w ogóle dzwonią (nie licząc ostatniego razu, kiedy sam się wpakowałem)? Bez sensu.

Od czasu zamknięcia karty kredytowej cisza, nie licząc oferty po zalogowaniu na konto, ale nie klikam, bo i tak mi odrzucą wniosek. Jedyne wyjaśnienie jakie mi się nasuwa to konsultanci mają płacone od wniosku. Zamiast tego powinno być od pozytywnie rozpatrzonego wniosku, to by może kierowali je w stronę tych, którzy mają szanse kredyt odnawialny otrzymać… Dobrze, że mi ten odnawialny nie jest niezbędny do niczego póki co, tylko chciałem mieć go jako „koło ratunkowe” przy nagłych większych wydatkach. Pozostanie się obejść bez koła, ale może to i dobrze, bo ogólnie kredyty to śliski temat. Najlepiej unikać życia ponad stan tak długo jak to tylko możliwe, a pożyczanie kasy traktuję właśnie jako takie życie ponad swój stan. Zamiast brać kredyt i później oddawać więcej, bo siłą rzeczy procent jest, lepiej odłożyć sobie samemu dokładnie tak, jakby płaciło się raty. Tyle, że u siebie nie ma się procentów 😉 Rzecz jasna co innego, jeśli pożyczoną kasę chcemy zainwestować, ale jeśli to typowy kredyt konsumpcyjny na tzw. przewalenie – to moim prywatnym zdaniem szkoda pieniędzy 😉

Ogólnie mBank jest OK, ale z tymi kredytami, to dają popalić… Podobno są jakieś karencje na dzwonienie do osób, których wnioski były odrzucane – mam nadzieję, że się załapałem i będzie spokój. A jak zadzwonią, to tym razem szybciutko odmówię i się rozłączę, nie to nie.

PS: Co do poprzednich wpisów o ustawie medialnej – przeszła, co oznacza wprowadzenie zapisów o nagraniach w języku polskim. Całość wejdzie jednak w życie dopiero po opinii Komisji Europejskiej na temat stopnia implementacji przepisów UE (to był główny cel poprawek), przypuszczalnie jesienią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *