Dalszy ciąg o 33 proc. muzyki po polsku

Na wirtualnemedia.pl trafiłem na wywiad z szefem Pomatonu EMI i wiceszefem ZPAV (ZPAV = Związek Producentów Audio Video) Piotrem Kabajem. W skrócie można go streścić w stylu: my wydajemy fajną muzykę i ludzie ją lubią (nie wiadomo skąd ten wniosek, jeśli na bazie badań OLiS to jest to metoda niemiarodajna, bo nie obejmuje wszystkich kanałów sprzedaży nagrań, a zaledwie 233 punkty, będące maleńkim ułamkiem sprzedaży), a trwa nagonka na polską kulturę i stacje tych wspaniałych dokonań nie chcą grać.
Uwaga: aby zrozumieć treść trzeba się cofnąć do mojego wpisu z 1 kwietnia, bo to jest jakby kontynuacja: Prima Aprilis + ustawa medialna.

Chętnie zadałbym Panu Kabajowi cztery pytania:
1) Czy spośród katalogu polskich wykonawców EMI Polska (bodajże 158 pozycji, o ile lista na ich stronie jest aktualna) jest w stanie zaproponować cokolwiek, co odpowiada profilowi przykładowo RMF Maxxx? Czy jest to może Bajm? Jak Pan Kabaj wyobraża sobie odtworzenie kolejno po sobie nagrań: Davida Guetty, Bajmu i Armina van Buurena? Czy ma to jakikolwiek sens? Czy fan muzyki elektronicznej, nawet jak milion razy posłucha nowego nagrania grupy Bajm, to stanie się ich fanem?
2) Czy Pan Kabaj zdaje sobie sprawę z faktu, że jeśli każdy z krajów Unii Europejskiej przyjmie regulacje nakazujące odtwarzanie określonej ilości nagrań w rodzimym języku, to tym samym zmniejsza ilość możliwych do zaprezentowania nagrań w języku obcym, czyli szansa promocji polskiej muzyki nagrywanej po polsku spada zagranicą praktycznie do zera? Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
3) Czy fakt, że Pan Kabaj wraz z EMI wydają nagrania nie emitowane w radio oznacza, że wytwórnie mają narzucić słuchaczom to, czego mają słuchać, czy to raczej wytwórnie powinny wydawać i promować to, czego słuchacze chcą słuchać? I bez odnoszenia się do OLiS, który nie ma nic wspólnego z faktyczną sprzedażą muzyki w Polsce.
4) Co z nagraniami instrumentalnymi? Jak ktoś nie chce wokalu w swoim projekcie, to jak mniemam jest także niegodzien? Jego dzieło nie wspiera polskiej kultury? Dobrze, że Fryderyk Chopin już nie żyje, bo jakby żył, to w myśl ustawy gdyby nie dorzucił jakiegoś banalnego tekstu w stylu „na górze róże, na dole śmierdzi sadzą, śpiewam po polsku, bo mi kasy nie dadzą”, to on by już polskiej kultury nie wspierał.

Nie jest przecież prawdą, że muzyka publikowana przez EMI Polska nie jest grana w rozgłośniach, bo jest – w tych, które mają taki profil, jak PR1/3/4, RMF FM, Radio Zet – tam pojawia się szereg nagrań polskich o normalnych godzinach. W czym więc problem? Dobrzy artyści nie klepią biedy (jeden z polskich artystów ostatnio przyznał się otwarcie do swoich zarobków, rozdzielając je nawet na tantiemy i koncerty). Hmmm… Kto jeszcze czerpie zyski z nagrywania? Aaaa, no tak – wytwórnie muzyczne i organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Widać im mało (przynajmniej niektórym, bo dla kontrastu jak wspomniałem w poprzednim wpisie – My Music protestuje w tej sprawie, żeby było śmieszniej – My Music współpracuje z EMI), więc trzeba zmusić jeszcze tych, którzy unikają grania po polsku (nie dlatego, że nie chcą, tylko bo nie ma czego), żeby grali cokolwiek, byleby „od nas” oczywiście. Pan Kabaj nie ukrywa, że EMI wydaje 1/3 polskiej muzyki, czyli granie polskich nagrań niewątpliwie jest im na rękę, jeśli spora część tortu na tym rynku należy do nich.

Rozumiem, że biznes kiepsko przędzie, ale podejście co najmniej niepoważne. Problem jest sztucznie wygenerowany przez wytwórnie muzyczne wydające polskich artystów. Doprowadzi do ucieczki ludzi słuchających formatowanych stacji radiowych do Internetu, gdzie łapska ZPAV-u, ZAiKS-u i STOART-u nie sięgają. Wszystko powinno mieć swoje miejsce – i muzyka polska w Trójce, Jedynce, RMF FM i zagraniczna na RMF Maxxx, czy w Esce, a od słuchacza powinno zależeć, co wybiera. Nie od wytwórni, nie od posłów.

Teraz chcę posłuchać najlepszej polskiej muzyki z górnej półki – włączam Listę Przebojów Trójki, gdzie znajdę i Raz Dwa Trzy i Strachy na Lachy i Kult i Dżem i Muńka i wielu innych świetnych polskich artystów. Inni słuchacze także wiedzą, że to właśnie m.in. tam należy szukać i należy się spodziewać dobrych polskojęzycznych nagrań. Gdyby nagle wyskoczył by im na antenie Armin van Buuren, część słuchaczy dostałaby zawału. To chyba oczywiste, że Armin nie pasuje i w Trójce NIGDY się nie pojawi. Logicznym więc wydaje się, że w drugą stronę też to powinno działać, czyli włączam RMF Maxxx, mając nadzieję, że trafię tam głównie na nagrania zagraniczne lub polskie, ale w języku angielskim, z gatunków pop i muzyki klubowej. Niestety już tak nie jest, bo stacje zostały już dawno temu zmuszone do emisji polskojęzycznych nagrań, ale bez doprecyzowania kiedy (i właśnie w tle o 5:45 nad ranem mam w efekcie Patrycję Markowską, która powinna być choćby w Trójce, czy na RMF FM jako że jej produkcje są może powiedzmy bardziej „komercyjne”, ale nie na RMF Maxxx). Teraz dodatkowo zostaną nakazane godziny, w których mają być utwory po polsku, na stacjach, na których słuchacze muzyki po polsku raczej się nie spodziewają i m.in. dlatego ją wybierają. Gdzie tu sprawiedliwość?

Reasumując dwa wpisy (bo mam nadzieję, że już więcej o tym nie będę musiał pisać):
1) Zapisy ustawy są bzdurne i w ogóle być ich nie powinno. Uderzają w wolność mediów. Czyżby komuś było tęskno za PRL-em i czasami Gierka? Bo tylko z tym mi się kojarzą regulacje.
2) Jeśli już koniecznie zapis musi zostać, to moim zdaniem niezbędna jest zmiana wymogu prezentacji na antenie 33% nagrań wykonywanych w języku polskim na 33% nagrań polskich artystów, niezależnie od języka ich wykonania, bo zapis w obecnej postaci po prostu krzywdzi część polskich artystów, która świadomie wybrała nagrywanie po angielsku albo choćby tworzenie muzyki instrumentalnej.

PS: Czy ZAiKS, ZPAV i STOART kiedykolwiek wprowadzą normalne warunki współpracy dla DJ-ów? Czy w jakimkolwiek europejskim kraju (jak Pan Kabaj się tak na Europę zapatruje, to proszę bardzo) DJ-e są zmuszani do kwartalnej publikacji listy wykorzystanych utworów w formie raportu (ogromnego arkusza Excela), gdzie trzeba wpisać oprócz tytułu i wykonawcy także producenta, autora tekstu i autora muzyki? Dobrze, że numeru buta autora tekstu i wykazu zwierząt domowych producenta nie trzeba wpisywać. Zrealizowanie tego w 100% jest praktycznie niewykonalne, pomijając już nawet fakt, że DJ naprawdę nie ma co robić, tylko pitolić się pół dnia z wypisywaniem co zagrał (o ile pamięta). Taka paranoja jest tylko w Polsce.

Jedno przemyślenie na temat “Dalszy ciąg o 33 proc. muzyki po polsku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *