Wdzięczność i docenienie

W życiu można sobie flaki wypruwać, wymyślać projekty, tworzyć nowe rzeczy, robić dużo ponad swoje siły, starać się. Niestety jakoś tak zaskakująco jest, że przechodzi to kompletnie bez echa. Człowiek na głowie staje, żeby się wszystko kręciło, wykorzystuje zdolności, które nabywał samodzielnie przez żmudne miesiące, czy lata ćwiczeń, a mógł ich w ogóle nie mieć, bryluje wiedzą, a tu co? Jajco! Ani „dziękuję”, ani nawet oschłe „ok, dobrze”. Nawet nikt nie zauważa, albo może nie chce zauważyć.

Nawet sobie nie zdajecie sprawy jakie to deprymujące! Z drugiej strony o czymś zapomnisz – z miejsca wojna, że nie wykonujesz swoich obowiązków.

W efekcie rodzi to sytuację, w której najlepiej się nie wychylać. Umiesz coś dodatkowego? Nie chwal się tym – po co? Najpierw wszyscy przejdą koło tego obojętnie, a później zaczną uznawać to za Twój obowiązek. To idealna droga na zabicie pasji i zepsucie frajdy z nawet najciekawszych rzeczy w życiu. Stajesz z boku, patrzysz i nagle okazuje się, że najlepiej w życiu mają Ci, którzy nie wychylali się ponad szereg, tylko robili po cichu swoje, bo nadal mogą robić to co robili tak jak robili, nie muszą walczyć i udowadniać, że starają. Nigdy nic nie wymyślali, nie stworzyli, więc i nikt po nich niczego odkrywczego się nie spodziewa, mają spokój, a niekiedy bywa jeszcze, że są nawet chwaleni jak sobie skutecznie radzą na swoim wąziutkim podwórku.

Tymczasem „człowiek orkiestra” robi wszystko, ledwo co sobie radzi i w efekcie dostaje burę za burą, choć gdyby rzucił to wszystko w diabły, to wtedy zostałoby dostrzeżone jak rozległe były jego zdolności. Tyle, że to już za późno…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *