Sędzia Dread i słów kilka o wytwórniach płytowych

Przypadkowo odkopałem w pamięci mocno zakurzony projekt z końca lat .90, pod nazwą Sędzia Dread. Zespół powstał w listopadzie 1997 roku, ale jego historia sięga głębiej. W 1983 roku Andrzej Zeńczewski (później T.Love i Szwagierkolaska), Piotr Strojnowski, Dariusz Gierszewski i Artur Miłoszewski założyli Daab. Niedługo po starcie dołączył do nich m.in. Andrzej Krzywy (obecne De Mono). W 1997 roku Gierszewski i Miłoszewski wpadli na pomysł odpalenia czegoś nowego, nieco później zaprosili Krzywego, którego przecież znali z czasów Daab’u i tak oto powstał Sędzia Dread.

Pamiętam, że RMF FM dzielnie promował „I po co tyle pytań”, a później „Siadaj, siadaj, siadaj”, grupa była nominowana nawet do Fryderyka w 1999 roku (Debiut Roku, Pozytywne przyjęcie i recenzja mediów), ale niestety pozytywne granie chłopaków nie chwyciło na tyle komercyjnie i po jednej płycie Sędzia Dread zniknął, Andrzej Krzywy kontynuuje działanie na wokalu w De Mono, a Daab, choć może nie wydaje materiału, to okazjonalnie pojawia się tu i ówdzie 😉

Moim prywatnym typem jest „Siadaj, siadaj, siadaj”, bardzo pozytywny utwór, szczególnie jak jest się samotnym, takie zaproszenie:

To po to błąkasz się od lat
Zerkając tam, zerkając tu
By czasem spytać się o świat
By się w tym świecie znaleźć móc

To po to wino, chleb i świt
Byś wtedy gdy pogubisz się
Usiadł i zaczął gadać z kimś
Bo razem lżej

Wielka szkoda, że nie słychać już więcej o tym projekcie, ale jeszcze większa szkoda jest w czym innym… Załóżmy hipotetycznie, że chcę kupić płytę Sędzia Dread. Wydał ją BMG/ZicZac (Sony Music Polska). Jeśli nie trafi mi się jakaś okazja na Allegro, to nie mam szans, bo przecież nakład się wyczerpał, a wytwórnie mają poważniejsze problemy, jak wydawanie jakichś Bieberów, Gag, czy innych szitów, niż reedycje starszych płyt, szczególnie tych bardziej zapomnianych. Nie znam się na biznesie muzycznym, ale nie wydaje mi się zbyt dużym problemem, żeby ktoś z mózgów w Sony nie mógł zadzwonić choćby do Krzywego i zagaić: „Hej, no cześć stary, słuchaj, może byśmy puścili reedycję tego i tego w jakiejś skromnej ilości, zbierzcie się z chłopakami, wpadnijcie, pogadamy”. To nie musi być ileś tysięcy egzemplarzy, raz na czas można by coś odświeżyć. To jest głębszy problem – wytwórnie wydają tylko nowe rzeczy, ew. boxy kolekcjonerskie, tylko to, co wiedzą, że się w 100% sprzeda. Kanały muzyczne i stacje radiowe grają głównie (90%) nowe rzeczy, bo z tego jest kasa. Jeśli ktoś nie ma dobrej pamięci muzycznej, to takie perełki jak Sędzia Dread giną w natłoku plastiku. Nie ma też co pytać o starsze teledyski wytwórni płytowych, bo też nie mają. Może to rynkowo uzasadnione, ale brutalne i niesprawiedliwe. Wielu płyt nie da się już kupić, być może nigdy nie będzie się już dało, a co ma zrobić fan? Może mógłby ściągnąć z netu, ale co to za wyjście? Gdzie tu będzie wynagrodzenie dla chłopaków za ich ciężką pracę i talent? Oni nie zarobią, ja nie posłucham. Muzyka została nagrana i przepadła. Rozumiem, że wytwórnie płytowe to nie organizacje charytatywne, ale odrobina ludzkiego podejścia zamiast chłodnej kalkulacji czasem by się przydała.

PS: Chociaż w sumie Sony troszkę zapunktowała u mnie za Beady Eye i reedycje płyt Emerson, Lake & Palmer 😛 „Siadaj, siadaj, siadaj” jak dobrze poszukacie, to znajdziecie i polecam posłuchać. A w sercu i pamięci starajcie się ocalać od zapomnienia różne muzyczne ciekawostki.

PS2: A propos muzycznych ciekawostek… widzimy się 8 kwietnia na T.Love Alternative 😀 Tylko trzy takie koncerty w Polsce – Częstochowa, Warszawa i Kraków.

PS3: Znowu jestem chory, niestety wahania temperatury zrobiły swoje 🙁 Z nosa leje mi się jak z kranu, a od kaszlenia płuca mnie już bolą 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *