Maska

Wczorajszy dzień (a zwłaszcza wieczór) były dla mnie bardzo inspirujące. Rozmowa z przyjacielem pozwala spojrzeć na siebie z innej strony i dostrzec u siebie zachowania, które weszły w krew tak bardzo, że nie zwraca się już na to uwagi. Konkretnie mam tu na myśli to, że zdałem sobie sprawę, że nie jestem w 100% sobą wśród znajomych. Jakoś z automatu zakładam maskę wesołka-erotomana i mimo, że wewnętrznie nie czuję się dobrze (psychicznie i fizycznie w sumie też), to nie widać tego po mnie, a przynajmniej próbuję to ukryć.

To nie jest dobre, można powiedzieć, że jestem nieszczery, ale nie chcę obciążać znajomych swoimi problemami i psuć aurę. Przykładowo będąc w firmie, w pracy, starając się podtrzymywać dobry humor wydaje mi się, że przyjemniej mija czas, niż miałoby ode mnie „wiać” smutkiem, niezadowoleniem, rozczarowaniem. To nie jest dobre, ale może tak trzeba/powinno się tak postępować? Każdy ma swoje problemy i jakby wszyscy je uzewnętrzniali, to byśmy się chyba musieli wszyscy „pochlastać” 😉 Dlatego wydaje mi się, że z jednej strony jest to dobre dla ogółu, niestety z drugiej jest też szkodliwe dla samego siebie. Po pierwsze, bo innym wydaje się „ten to ma dobrze, cały dzień się cieszy, zero trosk”. Ludziom wokół może wydawać się, że problemy mnie omijają. Po drugie – męczę się wewnętrznie, bo brak ujścia dla negatywnych emocji. Człowiek dusi się w sobie.

Mógłbym zaśpiewać jak śp. Freddie Mercury:

Oh yes, I’m the great pretender
Pretending I’m doing well

PS: Na cały przyszły tydzień mam zły horoskop – a to pech 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *