Shipwrecked

Siedzę sobie w Mac’u na „czizburgerze” wieczorem i gapię się na TV na lecące tam teledyski i nagle trafia się Genesis – Shipwrecked, jeden z efektów krótkiego mariażu Mike’a Rutheforda i Tony’ego Banksa z Ray’em Wilsonem (znanym chyba wtedy bardziej ze współpracy z grupą Stiltskin, szczególnie z utworu Inside). Dawno nie widziałem tego klipu… Z perspektywy czasu Calling All Stations (płyta, z której pochodzi Shipwrecked) jest moim zdaniem zdecydowanie niedoceniona. Wprawdzie Congo to było przekombinowanie, ale Shipwrecked i Not About Us to były naprawdę dwa bardzo udane nagrania…

Genesis nigdy nie miał szczęścia do krytyków. W początkach działalności, jeszcze z Peterem Gabrielem byli krytykowani za przekombinowanie, zwłaszcza w kwestii formy – na koncertach wymyślne kostiumy i scenografia powodowały, że nie trafiali do masowego słuchacza i oczywiście ich za to krytykowano. Gdy w latach .80 Peter Gabriel odszedł i zastąpił go Phil Collins – znowu dostawało się grupie za zbytnią zmianę kierunku muzycznego i porzucenie ambitnego brzmienia na rzecz prostych popowych piosenek (mimo tego przynajmniej płyty się sprzedawały).

Najmniej szczęścia z tego wszystkiego miał jednak Ray Wilson. Collins w 1996 roku powiedział „dość”, a że Rutheford i Banks chcieli dalej ciągnąć temat Genesis, zaczęto szukać wokalisty. Na przesłuchania trafiło kilku znanych muzyków, jak choćby Fish (ex Marillion), czy Paul Carrack z Mike and The Mechanics (którego dzięki współpracy w MaTM Rutheford znał świetnie), ale jednak wybór padł na Wilsona. Gdy do stacji trafił Congo – pierwszy singiel, byłem raczej rozczarowany. Brzmiało to jak próbę stworzenia wyszukanej konstrukcji muzycznej na siłę, bez spójnej koncepcji. Utwór zbyt wydumany. Mnie nie przekonał i Calling All Stations skreśliłem. Żeby było śmieszniej – ludzie zareagowali odwrotnie i to akurat Congo odniósł największy sukces z Calling All Stations (pamiętam, że nieźle radził sobie na liście radiowej Trójki). Kolejny singiel usłyszałem w lokalnej, nieistniejącej już stacji MTM FM (Starachowice) i był to Shipwrecked. Tu już mniej kombinowania jak na mój gust, prosta piosenka, mądry przekaz. Jednak dopiero trzeci singiel – Not About Us powalił mnie na kolana. Rewelacja, ale oczywiście niedoceniona. Piosenka absolutnie pod każdym względem genialna.

Tu małe odejście od tematu: zwracam uwagę na słowo „piosenka”. Normalny człowiek uznaje słowa „piosenka”, „utwór” i „kawałek” za synonimy. Ale ja nie jestem normalny, więc:
Piosenka = nagranie proste, wpadające w ucho, mainstream, ale nie komercja
Utwór = forma bardziej złożona, jak przykładowo Snowblind od Genesis.
„Kawałek” = komercja
Nie jestem jakimś świrem, żeby tego swojego podziału bardzo przestrzegać, ale mam powiedzmy takie prywatne rozróżnienie klasy nagrania…

Płyta Calling All Stations nie odniosła sukcesu w USA, spowodowało to odwołanie trasy koncertowej w USA, rozpad Genesis, a z perspektywy czasu (znowu ta perspektywa) najbardziej „po tyłku” dostał Wilson, bo skończyło się tak, że winę za niepowodzenie zwalono na niego, Collins zadeklarował, że na trasie Turn It On Again (2006) piosenek z czasów Wilsona nie chce. No i klapa. A Shipwrecked, czy Not About Us wcale nie są gorsze od jakiegoś Invisible Touch – każde nagranie ma swój urok…

Zresztą Wilson w 2007 roku sam stwierdził, że współpraca z Genesis to nie było najlepsze co go w życiu spotkało…

PS: Sorry za jakość klipów, ale Genesis chciałem z oficjalnych źródeł, a na YouTube oficjalnym źródłem jest kanał EMI, które wstawiło obydwa teledyski w jakości raczej żałosnej… Natomiast Stiltskin z oficjalnego źródła nie da rady, bo nie ma… Mimo tego miłego słuchania życzę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.