Bezpośredniość

Szkoda, że ludzie w kontaktach między sobą nie są bardziej bezpośredni i otwarci. Brak tego powoduje ciśnienia, które próbujemy zataić i poniekąd się męczymy zachowując się wbrew temu, co myślimy… Wydaje się to skomplikowane, ale prosty przykład: nie lubimy sąsiada. Mimo to nie powiemy mu tego, gadamy z nim, uśmiechamy się, choć może on nas potwornie irytuje. Być może byśmy chcieli powiedzieć, ale…

No właśnie – jest ale. Ludzie są jakoś tak skonstruowani, że jak powiesz, że kogoś nie lubisz mu w twarz, to się obrazi. Jest to dziwne – osoba nielubiana powinna ten fakt uszanować, ale nie zawsze/rzadko tak bywa. Dlatego też jedną z przyczyn dla których boimy się otworzyć i powiedzieć prawdę jest obawa o to, że po prostu zrobimy sobie wroga. Oczywiście nie tylko o nielubienie chodzi – to dotyczy wszystkich uczuć, boimy się odrzucenia, zmian w życiu, destabilizacji aktualnej sytuacji życiowej, w której się znajdujemy itp. Wielka szkoda, że tak jest, tylko musielibyśmy być bardziej odporni na opinie innych, a z tym różnie bywa…

Na koniec powstaje sytuacja w której ktoś utrzymuje z nami kontakt, bo wydaje mu się, że go lubimy (lub zgoła odwrotnie: ktoś się do nas nie odzywa, bo myśli, że go nienawidzimy), a my znowu obawiając się konsekwencji nie zdradzamy swoich myśli i tak wzajemnie brniemy w takiej grze pozorów. Niestety nie da się przewidzieć czyichś reakcji. Chcemy powiedzieć „nie lubię Cię” – możemy spotkać się ze zrozumieniem i uszanowaniem zdania lub obrazą. Chcemy powiedzieć „kocham Cię” – tak samo – albo zostaniemy zaakceptowani, albo kolejne kilka sekund katastrofalnie nas zrani.

Czy opłacałoby się być bezpośrednim? Więcej ryzykujemy otwierając się, czy więcej tracimy działając wbrew swoim myślom/uczuciom?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *